Publicystyka

Zamknij

Rozbudowa DK60 wciąż budzi gniew: To nie konsultacje, to farsa

Ola Rzadkiewicz- Śliwicka Ola Rzadkiewicz- Śliwicka 10:21, 17.06.2026 Aktualizacja: 10:50, 17.06.2026
1 Rozbudowa DK60 wciąż budzi gniew: To nie konsultacje, to farsa

Trwają prace związane z rozbudową 20 kilometrowego odcinka DK60 między Topolą Królewską i Kutnem. Pierwsze działania polegające na wycince drzew były prowadzone w okolicach Topoli Szlacheckiej. Teraz już widać skutki, wycięte drzewa przy drodze do Łęczycy. Mieszkańcy gminy Kutno i gminy Witonia nie mogą pogodzić się z jedną z ważniejszych inwestycji drogowych w północnej części województwa łódzkiego realizowaną przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, ich zdaniem krzywdzącymi wycenami gruntów, z brakiem konsultacji planów budowy, która gdzieniegdzie wydaje się absurdalna, a rozwiązania w ruchu drogowym zwyczajnie niepotrzebne.

— Pod topór trafi między innymi Pomnik Przyrody, dąb z zespołu dworsko -parkowego w Leszczynku, w sumie około tysiąca drzew na tej trasie — mówi Radosław Zawierucha z Grabkowa w gminie Kutno. — O tutaj będzie wszystko wycięte i zlikwidowany mostek, na który gmina otrzymała dofinansowanie. Przy tej inwestycji okazuje się, że nie ma nic świętego.   

Jacek Tecław mówi, że na jego posesji będzie przystanek, wytną wszystkie drzewa sprzed domu. — Przystanek będzie we wjeździe na moją posesję, trudno powiedzieć gdzie będzie właściwy wjazd do mnie. Sosna, modrzew, wierzby znikną, a mogłyby stanowić zacienienie dla przystanku, ale nikt mnie nie pytał, nikt nie sprawdzał jak to wygląda w rzeczywistości — dodaje pan Jacek. 

– Na spotkaniach z inwestorem mieszkańcy czuli się bezsilni – nic z tych spotkań nie wynikało. Pierwsze przerodziło się w awanturę, drugie było jedynie mydleniem oczu. Padły słowa, że „otrzymaliśmy świetne pieniądze”, tymczasem – jak podkreślam po raz kolejny – w ogóle nie było rozmów o realnym udziale społeczeństwa w tej sprawie. Wszystko zaczęło się blisko dwa lata temu. Zostaliśmy zaproszeni do Łodzi, do siedziby Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych. Dyrekcja i kierownictwo przedstawili nam prezentację, jak ma przebiegać inwestycja i jak będzie realizowana. Na tym właściwie miało się to zakończyć. Gdy jednak pojawiły się pytania i wątpliwości, zwłaszcza te trudniejsze, szybko stało się jasne, że nie przejdzie to tak łatwo – mówi radny Rafał Olszewski.  – Od początku narracja była taka, że to inwestor odpowiada za projekt, ale wszelkie rozmowy należy prowadzić z wykonawcą. Tyle, że wykonawcy wtedy jeszcze nie było – pojawił się dopiero po przetargu. Trudno rozmawiać o zmianach, gdy „mleko już się rozlało”. Drążąc temat, odkryliśmy, że wiele kwestii można było wypracować i zmienić już rok wcześniej. Niestety, nie chciano dopuścić nas do stołu jako strony rozmów – dla inwestora po prostu nie byliśmy jako gmina partnerem w tej sprawie.

::photoreport{"type":"check-for-article","item":"20670"}

– Jesteśmy rozgrywani w bardzo sprytny sposób, a wszystko odbywa się moim zdaniem w oparciu o nieprawdę. Podczas podpisania umowy dyrektor Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi stwierdził w Kutnie, że prowadzone były konsultacje społeczne i że mieszkańcy są zadowoleni. Jeśli za konsultacje społeczne uznaje się ubiegłoroczne wrześniowe spotkanie w Leszczynku, które przerodziło się w awanturę, to faktycznie można tak to nazwać. W rzeczywistości była to jednak farsa. Gdy pojawiły się niewygodne pytania, przedstawiciel Dyrekcji po prostu przerwał spotkanie i wyszedł – mówi mieszkaniec.

– Jak to możliwe, że w ramach tej inwestycji ma zostać wycięty pomnik przyrody – dąb rosnący na terenie zabytkowego zespołu dworsko-parkowego w Leszczynku? I nie chodzi tylko o ten jeden dąb, ale również o inne drzewa. Ma też zniknąć mostek wybudowany ze środków unijnych – mówi Radosław Zawierucha. –  To jedna z najbardziej rażących kwestii związanych z tą inwestycją, która – jak widać – jest już przesądzona. Szkoda tylko, że odbywa się to kosztem pomników przyrody i kosztem mieszkańców. Gdyby wyceny byłyby uczciwe, w wielu przypadkach można byłoby się z tym pogodzić.  Są jednak sytuacje, jak choćby w Grabkowie, gdzie proponowane rozwiązania drogowe są nie do przyjęcia i zwyczajnie niepotrzebne. Co więcej, w radykalny sposób zmieniają sposób korzystania z prywatnej działki – z jednej parceli powstały dwie. 

– U mnie całkowicie zmienili  możliwość korzystania z działki, a prowadzę firmę transportową i teraz okaże się, że będę musiała szukać miejsca na parking, bo nie mam jak postawić własnych aut –  mówi pani Agnieszka. – Proponowany projekt ogranicza prowadzenie działalności gospodarczej przeze mnie i wygeneruje znacznie większe koszty niż dotychczas. Kto mi za to wszystko odda pieniądze?

– Chodzi o to, żeby ludzie nie byli „okradani” decyzjami urzędników. W moim przypadku za teren, który kupiłem 12 lat temu po 40 zł za metr kwadratowy, dziś proponuje się 18 zł. Uzasadnienie jest takie, że to działka rolna. Tymczasem zaledwie 100 metrów dalej działki mają status budowlanych, a kiedy kupowałem grunt, całość była sprzedawana w jednej cenie – nikt nie wydzielał tam części „rolnych” ani nie wyceniał ich inaczej – opowiada mieszkaniec. – Po 12 latach, przy wzroście cen nieruchomości i inflacji, ta działka powinna być warta co najmniej 80 zł za metr, a nie połowę mniej niż w dniu zakupu. Trudno nie odbierać tego jako niesprawiedliwości wobec mieszkańców. Kolejna rażąca kwestia dotyczy sposobu liczenia amortyzacji ogrodzeń. Inwestor uznaje, że płot z klinkieru jest już zamortyzowany w 30–40 procentach. Tymczasem dla właściciela takie ogrodzenie mogłoby służyć bez zmian przez całe życie – nie byłoby potrzeby jego rozbiórki ani wymiany.

– Wtedy we wrześniu, zresztą dwa były zebrania. Była poruszana kwestia właśnie działalności gospodarczej, powiedzieli, że tutaj oni nie mają nic do tego i jeżeli jakiekolwiek odszkodowania z tego tytułu prowadzonej działalności, to sądzić się ze stopy cywilnej. Moim zdaniem to zostaliśmy potraktowani trochę w taki sposób, że z góry wiedzieli, że my nie wiemy. I nikt nas nie poprowadził. Państwo tak człowieka niestety traktuje, że jakiekolwiek pytania, to zostaliśmy od razu  spychani. Jak wszedłeś wtedy na ten podest i chciałeś im przedstawić swoją tezę, to po prostu zostałeś wyłączony i to całe zebranie zostało zakończone. Na tych zebraniach było zawsze tak, że jeżeli ktoś chciał zadać jakiekolwiek pytanie, to oni proponowali, żeby  ktoś został i osobiście to wyjaśnił. Nie chcieli w ogóle na żadne pytania odpowiadać – opowiada Cezary Walczak. 

– Ten projekt jest po prostu błędny. Zawiera wiele podstawowych uchybień, które trudno zrozumieć. Przykładem jest sytuacja u jednego z mieszkańców, gdzie zaplanowano zajęcie części działki pod budowę drogi dojazdowej do kilku domów, mimo że można to było rozwiązać znacznie prościej poprzez odpowiednią organizację ruchu. U mnie, tuż przy domu, zaprojektowano zatokę autobusową w taki sposób, że praktycznie uniemożliwi ona wjazd na posesję. Zapytałem, jak – zgodnie z przepisami prawa o ruchu drogowym – mam legalnie wjechać na swoją działkę. Usłyszałem, że otrzymam stosowne odstępstwo od przepisów. Pojawia się jednak pytanie, co w takiej sytuacji mają zrobić goście odwiedzający mój dom. Obowiązujące przepisy nie przewidują możliwości zatrzymywania się w zatoce autobusowej, a zarówno ja, jak i moja sąsiadka, aby wjechać na swoje posesje, musielibyśmy właśnie tam się zatrzymać. Taka sytuacja jest sprzeczna z obowiązującym prawem – mówi Jacek Tecław.

– U Państwa Walczaków wymyślono rondo na Grabkowie, żeby wyeliminować lewoskręt, stwierdzono, że zrobią obwodnicę z ronda za ich domem i pociągną to do drogi biegnącej w stronę Grabkowa, Dębiny.  Ta droga, która teraz idzie na Grabków będzie zamknięta. To nie jest  koniec absurdu, zostaną trzy domy do tego miejsca gdzie będzie wchodziła nowa droga. I na końcu tej drogi, na mojej działce, nie wiem, czy dla tych trzech domów, czy dla kogoś, chcą zrobić tam jakieś miejsce do zawracania. Mam na tym terenie fotowoltaikę i wpadli na "świetny pomysł", że zapłacą mi za dziesięć paneli, które akurat wchodzą w tę część, którą chcą zabrać, a reszta ich nie interesuje. Chciałem, żeby dali pieniądze na przeniesienie całej, albo  wycenili użytkowanie za całą. Dostałem odpowiedź,  że nie mogą odpowiedzieć w terminie na moje któreś z kolei pismo i się zobowiązują na udzielenie odpowiedzi do 31 maja – mówi Radosław Zawierucha. – A to jest absurd, bo za publiczne pieniądze, czyli nasze, podatników, chcą zrobić miejsce do zawracania nikomu i niczemu niepotrzebne. Do niczego w ogóle, po prostu chcą wydać nasze pieniądze, żeby zrobić coś, co jest nikomu do niczego niepotrzebne, absolutnie.

Mieszkańcy nie do końca byli zapoznani z całkowitą mapą inwestycji. Jeden z nich otrzymał ją dzięki kontaktom z firmami wyceniającymi grunt do odszkodowań. Na początku spotkania we wrześniu w Leszczynku pokazano slajdy z projektem.

– Las w tym miejscu ma zostać wycięty, choć znajdują się tam nory borsuków. Zapytani, czy mają świadomość ich obecności – a przecież borsuki są gatunkiem częściowo chronionym – przyznają, że tak. Twierdzą jednak, że „zrobią z tym porządek”. Liczą na uzyskanie odpowiednich zgód z instytucji ochrony środowiska i uważają, że problem sam się rozwiąże, bo zwierzęta „uciekną same”. Padają przy tym ironiczne pytania, czy dla borsuków powstanie podziemny przepust albo wiadukt – mówią mieszkańcy. 

– Obecnie przystanek autobusowy znajduje się przy mojej posesji, w miejscu, gdzie jest otwarte pole. Po przebudowie ma jednak zostać przeniesiony dokładnie na środek mojego wjazdu. Zabrakło rzetelnych konsultacji na samym początku – już we wrześniu, tuż po pierwszych spotkaniach, powinniśmy byli skorzystać z pomocy prawnika. Zgłaszaliśmy wiele uwag, ale tłumaczono nam, byśmy nie występowali indywidualnie, tylko jako jedna, kilkudziesięcioosobowa grupa mieszkańców – mówi Jacek Tecław.– W naszej ocenie dochodzi również do naruszeń proceduralnych. Generalna Dyrekcja nie jest organem prowadzącym postępowanie, a jedynie jego stroną – tak jak my – więc nie powinna żądać od mieszkańców danych takich jak PESEL. Tymczasem przy kolejnych pismach pojawiają się pouczenia o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań, nawet w kontekście podawania numeru konta czy danych osobowych. Osoby, które nie posiadają konta bankowego, obciążane są dodatkowymi kosztami przekazu gotówki, co budzi nasze wątpliwości co do zasadności takich działań. Największe zastrzeżenia budzi jednak sposób wyceny odszkodowań. Kwoty są zaniżane poprzez zastosowanie amortyzacji, co w praktyce oznacza, że wypłacane środki nie pozwolą na odtworzenie ogrodzeń czy innych elementów w rzeczywistych cenach rynkowych. Zwracamy też uwagę na nierówne traktowanie – inne grunty przejmowane są po znacznie wyższych stawkach.

– Czy samochód bez jednego koła będzie jeździł? Nie będzie.Tak samo furtka bez jednego przęsła przestaje być furtką. To drobny przykład, ale takich „drobnych” elementów jest bardzo wiele. Nie da się ich traktować osobno, bo całość przestaje funkcjonować. Jeśli wjazd na posesję odbywa się przez bramę, a nie ma furtki, to trzeba wszystko przerabiać. Często oznacza to wycinanie i ingerencję w istniejącą infrastrukturę, choć nie zawsze jest to konieczne. Dlaczego więc nie można tego zastąpić innym rozwiązaniem? Tego już nikt nam nie wyjaśnia – mówi mieszkaniec gminy Kutno. 

– Wysłałem pismo w sprawie drzew, o których wspominałem. Te drzewa nie blokują przejścia, nie kolidują z planowaną infrastrukturą ani z przystankiem autobusowym, który ma tam powstać. W żaden sposób nie przeszkadzają inwestycji. Co więcej, mogą dawać cień osobom oczekującym na przystanku – dodaje J. Tecław. 

Dokumentacja przygotowana przez Generalną Dyrekcję wygląda na opracowaną według szablonu. Wskazuje się w niej, że będą wykonywane nowe nasadzenia, ale nie ma refleksji nad tym, czy rzeczywiście trzeba usuwać istniejące, trzydziestoletnie drzewa, które nie kolidują z inwestycją.

Za jedno duże, dojrzałe drzewo proponuje się nasadzenie kilku małych sadzonek. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek proporcji. Nie wiadomo, ile z tych roślin się przyjmie, ile urośnie i kiedy osiągną rozmiar porównywalny do obecnych drzew. Duże drzewo to duże drzewo — jego wartości nie da się łatwo zastąpić.

Szczególnie niezrozumiałe jest to, że planuje się wycięcie pomnika przyrody. To powinno być poza wszelką dyskusją. Co więcej, istniejący parkan nie będzie ruszany, ponieważ konserwator zabytków się na to nie zgodził. Tymczasem kilka metrów dalej, w głębi, chce się usunąć drzewo, mimo że przy parkanie wszystko się mieści. Trudno znaleźć tu jakąkolwiek logikę.

Pojawiają się też pytania o zakres inwestycji. Czy to nadal modernizacja drogi, czy już budowa zupełnie nowej? Mowa jest o bardzo szerokiej jezdni — trzy pasy po 3,5 metra, chodniki, pobocza, droga rowerowa aż do Leszczynka. Dla wielu mieszkańców oznacza to znaczną ingerencję w ich działki i otoczenie.

Problemem był brak rzetelnej informacji. Mieszkańcy są odsyłani od urzędu do urzędu, do map, które trudno uzyskać. Przykładem jest właściciel sklepu, który dopiero z nieoficjalnie zdobytej mapy dowiedział się, że praktycznie traci parking, a tym samym możliwość prowadzenia działalności. Zamiast przewidywanego podjazdu czy zatoczki, planowany jest jedynie wjazd na posesję i rowy odwadniające. Pojawiają się też obawy, że mogą powstać ekrany dźwiękochłonne, które całkowicie zasłonią widoczność sklepu od drogi.

– Chciałem się po prostu dowiedzieć, co będzie przed moim sklepem. Nie mogłem jednak uzyskać konkretnej informacji od żadnej instytucji. Byłem odsyłany od jednego urzędu do drugiego — do gminy, do map, których nikt nie potrafił mi udostępnić. Z rozmów z sąsiadami i z mapy zdobytej nieoficjalnie dowiedziałem się, że plan zakłada likwidację całego parkingu przed sklepem. W praktyce oznacza to, że moja działalność przestaje mieć rację bytu. Zakładałem, że skoro zabierają tak duży fragment terenu, to powstanie przynajmniej zatoczka albo podjazd umożliwiający zatrzymanie samochodu przed sklepem. To koniec mojej działalności, co to za sklep przy drodze, przy którym nie ma jak się zatrzymać – mówi gorzko właściciel sklepu.

Kolejną kwestią są utrudnienia komunikacyjne w trakcie kilkuletniej budowy. Objazdy, zwiększony ruch na drogach lokalnych, problemy z dojazdem do pracy i szkoły — to wszystko dotknie mieszkańców przez długi czas. Samorząd powinien już teraz zadawać pytania o organizację transportu, przystanki, rozkłady jazdy i bezpieczeństwo.

Duże emocje budzi również sposób wyceny gruntów. Najpierw geodeta wchodzi na działkę, wyznacza palikami pas drogowy, a po pewnym czasie okazuje się, że ten fragment gruntu przestaje być traktowany jako działka budowlana, a staje się pasem drogowym. Następnie rzeczoznawca wycenia go już jako pas drogowy, co znacząco obniża wartość. Właściciele odnoszą wrażenie, że jest to działanie systemowe i bardzo sprytne, bo formalnie wszystko się zgadza, ale faktycznie prowadzi do zaniżenia odszkodowań.

Mieszkańcy otrzymują pisma z krótkim terminem odpowiedzi, często bez map i precyzyjnych informacji, czego sprawa dotyczy. Później przychodzą kolejne dokumenty informujące, że decyzje już zapadły. Brakuje przejrzystości i realnej możliwości odniesienia się do sytuacji.

W dokumentach pojawia się zapis o konieczności uwzględnienia uciążliwości dla mieszkańców — hałasu, utraty części działki czy pogorszenia warunków życia. Jednocześnie te same działania powodują właśnie takie skutki, co mieszkańcy odbierają jako sprzeczność.

Ważnym, dotąd mało poruszanym tematem są także lokalne symbole i miejsca o znaczeniu społecznym. Krzyż stojący od lat przy drodze zostałby usunięty, gdyby nie inicjatywa mieszkańców i przeniesienie go na prywatną posesję. Podobnie kapliczka przy straży została przeniesiona, ponieważ znalazła się w planowanym pasie drogowym. Czy to sygnał, że w tej inwestycji nie ma miejsca na poszanowanie lokalnej historii, tradycji i tożsamości?

Całość sprawia wrażenie działań prowadzonych według sztywnego schematu, bez indywidualnego spojrzenia na realną sytuację mieszkańców, ich działalność gospodarczą, codzienne funkcjonowanie oraz wartości, które są dla nich ważne.

Pojawia się również problem dojazdu w czasie remontu. Ruch zostanie przeniesiony na drogi lokalne, którymi codziennie dojeżdżają do pracy mieszkańcy okolicznych miejscowości. To dodatkowo obciąży infrastrukturę i utrudni codzienne funkcjonowanie.

Według informacji przekazywanych przez Generalną Dyrekcję, wcześniejsze władze gminy miały uzgadniać elementy inwestycji, takie jak lokalizacja zatok autobusowych i inne rozwiązania drogowe. 

Z relacji mieszkańców wynika, że podczas konsultacji pokazywano ogólne plany, natomiast nie prezentowano szczegółowych rozwiązań dotyczących konkretnych posesji. Nikt nie otrzymał map z dokładnym wskazaniem, co będzie zmienione przy jego nieruchomości. Mapy mieszkańcy zdobywają samodzielnie, nieoficjalnymi drogami. W efekcie wiele osób nadal nie wie dokładnie, co planowane jest bezpośrednio przy ich domach.

Szczególnie trudna jest sytuacja osób starszych, które nie korzystają z internetu i nie mają dostępu do informacji publikowanych online. Przykładem jest starsza kobieta mieszkająca samotnie, której pas drogowy ma przebiegać zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od narożnika domu. Podobne przypadki mają dotyczyć także innych posesji, gdzie droga planowana jest bardzo blisko budynków mieszkalnych.

Są też sytuacje, w których planowane zmiany praktycznie uniemożliwią korzystanie z istniejących elementów zabudowy. Przykładowo, po przebudowie nie będzie można swobodnie otworzyć drzwi od tunelu czy wjazdu, ponieważ znajdą się one bezpośrednio przy projektowanej infrastrukturze drogowej. Mieszkańcy wskazują, że możliwe byłyby inne rozwiązania techniczne, mniej ingerujące w istniejącą zabudowę, jednak nie są one brane pod uwagę.

Pojawiają się również wątpliwości co do konieczności budowy ronda w Grabkowie i rozbudowanych układów drogowych w miejscach, gdzie — zdaniem mieszkańców — wystarczyłoby prostsze rozwiązanie, jak pas do skrętu w prawo czy zmiana organizacji ruchu bez tak dużej ingerencji w teren.

W niektórych przypadkach na prywatnych działkach planowane są elementy infrastruktury, takie jak place do zawracania, co dodatkowo potęguje poczucie braku wpływu na to, co dzieje się z własną nieruchomością.

Całość sprawia wrażenie procesu prowadzonego bez dostatecznego uwzględnienia realnej sytuacji mieszkańców, ich wieku, możliwości dostępu do informacji oraz faktycznych konsekwencji planowanych rozwiązań dla codziennego życia.

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

xzxzxzxxzxzxzx

1 0

Horror!

11:30, 17.06.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%