Głowy polityków rozpaliły się do granic możliwości podsycając emocje związane z zawarciem umowy handlowej między Unią Europejską, a krajami Ameryki Południowej zrzeszonych w organizacji Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj). Finalizacja porozumienia stała się gorącym ziemniakiem przerzucanym z rąk do rąk, od partii do partii. Zwolennicy rozszerzenia strefy preferencyjnego handlu z rządu Prawa i Sprawiedliwości w ułamku sekundy zmienili narrację wyrzekając się poparcia dla umowy, którą tak ochoczo do niedawna wspierali. Kogo wskazali winnym? Łatwo się domyślić. Jeżeli ktoś chce się ekscytować szukaniem winnych to polecam zakończyć lekturę na tym zdaniu. Wyjdźmy poza ramy sporu o marchewkę i skupmy się na realnym obrazie rzeczywistości.
Od zarania dziejów umowy handlowe były tematem licznych dyskusji oraz wizji katastroficznych konsekwencji dla gospodarki. Nie inaczej było i tym razem. Kraje Mercosur mają zdecydowaną przewagę w sektorze produkcji rolniczej, ale także wydobywania kopalin oraz przetwórstwa papierniczego. Jak widać, gospodarka tych krajów opiera się głównie na handlu surowcami. Z tego powodu w Europie na rolników padł blady strach. Głównie zagrożonym sektorem jest rynek wołowiny i cukru, przy czym poważniejsze konsekwencje mogą dotknąć przemysł cukrowniczy znajdujący się w ciężkiej sytuacji finansowej spowodowanej wysokimi cenami energii oraz destabilizacją rentowności wywołaną napływem rozrośniętych kontyngentów surowca z Ukrainy w latach ubiegłych.
Dopłaty unijne od lat utrzymują przy życiu uprawę buraka cukrowego w Europie, który w normalnych warunkach nie ma szans konkurować z cukrem trzcinowym pochodzącym z biedniejszych krajów azjatyckich lub wysoko rozwiniętych plantacji z Ameryki Południowej mających możliwości zbioru plonów nawet kilka razy w roku z powodu sprzyjających warunków klimatycznych. Dlaczego godzimy się na układ wspierania uprawy buraków? Ponieważ w Europie pamięć o różnych konfliktach i kryzysach finansowych jest ciągle żywa, a tam gdzie trwa konflikt, tam z pewnością wystąpią braki żywności, czego najaktualniejszym przykładem jest konflikt Palestyny z Izraelem, w którym śmierć głodową poniosły setki osób. Działa to identycznie jak potrzeba utrzymania armii – dbaj o swoje, bo nikt inny ci nie pomoże.
Na drugim biegunie jest Unia Europejska skupiająca lwią część gospodarki światowej. Przez dekady byliśmy jedną z osi światowej innowacyjności. Ideologie walki ze zmianami klimatycznymi, zapewnienia parytetu płci we wszystkich możliwych sferach, niedoinwestowanie prac badawczo-rozwojowych, żenująco niski wskaźnik dzietności oraz brak przesunięcia środków finansowych na rzecz szkolnictwa wyższego, spowodowały chroniczne niedobory kadry tworzącej rozwój gospodarczy. Zamiast inwestować w najbardziej obiecujących młodych naukowców i przyszłych przedsiębiorców, wyrównujemy szanse. Nie od dziś wiadomo, że każda próba równania szans kończy się równaniem do najsłabszego ogniwa, czyli do dołu. W efekcie przestajemy wytrzymywać konkurencję Chin i Stanów Zjednoczonych. Ratunkiem jest znalezienie kolejnych rynków zbytu, które są znacznie mniej zindustrializowanych niż Europa. Logicznym kierunkiem ekspansji okazuje się być Mercosur będący w stanie wchłonąć olbrzymie ilości towarów przemysłowych na własne podwórko.
Negocjacje w sprawie umowy handlowej były przeciągane przez 20 lat i zapewne trwałyby dalej, jednakże mamy do czynienia z destabilizacją światowej wymiany handlowej z powodu wprowadzania przez Stany Zjednoczone ceł, które coraz częściej są odbierane jako bicz na niepokornych. Do tego dochodzą spory o Grenlandię i jej zasoby oraz brutalny (dodatkowo piekielnie skuteczny) pokaz siły USA przy aresztowaniu prezydenta Wenezueli Nicholasa Maduro, którego - dla jasności! – nie zamierzam bronić. W imię czego? W imię interesów, które od dawna nie były artykułowane w sposób tak dosadny i bezwzględny. Dotychczas świetną wymówką była walka o demokrację i prawa człowieka. Efekt działań siłowych przyniósł zupełnie odmienny efekt stając się katalizatorem do poszukiwań nowych partnerów handlowych oraz dywersyfikacji biznesu. Stary kontynentzaczął publicznie wyrażać poglądy o potrzebie budowania multilateralizmu, czyli współpracy wielu krajów lub grup (takich jak Mercosur czy Unia Europejska) na rzecz międzynarodowych porozumień eliminujących dominację jednego wiodącego hegemona. W praktyce oznacza to powrót do świata wielowektorowego, w którym o własną pozycję walczy każdy z każdym.
Tak samo przedstawia się sytuacja dotycząca umowy UE-Indie, która nie odbiła się tak szerokim echem w mediach, ale ze względu na jej zakres i konsekwencje jakie przyniesie, powinna. Porozumienie znosi około 97% wszystkich ceł między krajami Unii Europejskiej, a Indiami. Z porozumienia wykluczone są takie produkty jak drób, wołowina, wieprzowina, ryż czy cukier, wiec rodzime rolnictwo może spać spokojnie. Co innego europejska branża chemiczna, która w dużej mierze zaopatruje się w produkty pochodzące z krajów azjatyckich, a na jednego z liderów tego sektora wyrastają Hindusi.
Przypadek Indii jest niesamowicie ciekawy ze względu na bardzo dobre stosunki tego państwa z Rosją, która jest jednym z kluczowych partnerów równoważącym dominujący wpływ Chin na kontynent azjatycki. Europa wypiera się kontaktów z Rosją, Rosja jest sojusznikiem Indii, a Indie podpisują dużą umowę z Unią Europejską tworząc jedną z największych stref wolnego handlu liczącą prawie dwa miliardy ludzi, czyli 25% światowej populacji! W efekcie będziemy zakazywać wymiany handlowej z Rosją, która i tak sprzeda nam swoje surowce za pośrednictwem Indii. W zamian, w ciągu sześciu lat mamy podwoić eksport z terenów UE do Indii. Przy okazji zapewnimy ułatwiony przepływ ludności i możliwość pozostawania hinduskich studentów i pracowników w Europie, co w domyśle będzie łatało niedobory kadrowe oraz dawało odprężenie Indiom borykającym się z przeludnieniem własnego kraju.
I po raz kolejny, nie widać oburzenia z żadnej strony. Politycy mogą opowiadać wszelakie dyrdymały i zaklinać rzeczywistość, ale coraz trudniej jest im walczyć z faktami, które będą odciskały swoje piętno na narodach europejskich w coraz większym stopniu. A podstawowy fakt jest najtrudniejszy do przełknięcia, szczególnie dla lewicowych elit: związaliśmy sobie ręce!
Unia Europejska odpłynęła zbyt daleko od pierwotnych założeń próbując regulować wszystko co się da. Dziwnym trafem największe benefity uzyskują duże firmy, które stać na wynajęcie lobbystów dbających o przywileje dla swoich zleceniodawców. W efekcie zabijamy podstawowy warunek rozwoju gospodarczego jakim jest zdrowa konkurencja. Do tego dochodzi szaleństwo klimatyczne powodujące drakońskie koszty związane z opłatami za emisję dwutlenku węgla. Wymarzonym modelem unijnych elit było stworzenie europejskiego rezerwatu, który wyzbył się jakiegokolwiek przemysłu, produkcję przeniósł do innych krajów świata, a sam odcina kupony od pracy tubylczych narodów Azji. Transfer wiedzy i technologii pokazał, że takie myślenie jest błędne i ostatecznie prowadzi do upadku. A my tak bardzo nie chcemy upaść.
Toniemy i chwytamy się brzytwy. Z ogromnym opóźnieniem zrozumieliśmy, że nic nie jest dane na zawsze. W dodatku rozdrobniony wewnętrznie rynek europejski potrzebuje koncentracji kapitału, dlatego pojawił się pomysł stworzenia jednej, wielkiej europejskiej giełdy papierów wartościowych, która będzie stymulowała tworzenie innowacyjnych przedsiębiorstw. Pytanie czy nie będzie to narzędzie do podporządkowania rynku największym korporacjom? Czy nie będzie to iluzja wolności gospodarczej? Patrząc na dotychczasowe działania i niesamowicie rozrośnięty aparat lobbystyczny, mam uzasadnione obawy.
Zdaję sobie sprawę, że Unia Europejska w obecnym kształcie jest produktem ciężkostrawnym dla wielu ludzi widzących absurdy dotychczasowej polityki i w pełni podzielam te opinie. Z drugiej strony, bądźmy świadomi naszej pozycji w świecie jako Polska. Co by nie mówić o kolejnych rządach, transformacja gospodarcza dała nam podwaliny do szybkiego bogacenia się i podnoszenia komfortu życia, więc przejście z systemy socjalistycznego na kapitalizm było słusznym posunięciem. W efekcie awansowaliśmy do grona dwudziestu największych gospodarek świata – piękny tytuł ale także nowe zagrożenia i możliwości. Kolejne wzrosty będą możliwe tylko i wyłącznie przez zdobywanie kolejnych rynków zbytu i wprowadzania kolejnych firm na arenę handlu międzynarodowego. Trzeba przyznać, że Indie liczące półtora miliarda ludzi to ogromny rynek konsumencki stwarzający masę nowych możliwości. Wiele środowisk, szczególnie prawicowych, marzy o wyjściu Polski ze struktur Unii Europejskiej tylko czy mają w zanadrzu jakąkolwiek alternatywę? Jeżeli dają się ponieść emocjom to niech spożytkują swoją energię na budowę nowej osi handlowej dającej jakiekolwiek możliwości rozwoju (np. intensyfikacja projektu Międzymorza) lub nacisk wewnętrzny na struktury unijne w celu przebudowy skostniałych instytucji oraz powrotu do korzeni idei współpracujących narodów Europy odrzucającego nadmierną centralizację. Czasu jest niewiele z powodu kolejnego kryzys finansowego, który coraz śmielej przemyka na horyzoncie. Pytanie jakie skutki przyniesie dla globalnej ekonomii i jak zmieni system finansowy. Elektroniczna waluta? Pieniądz z terminowością wykorzystania? Pewne jest jedno: żyjemy w ciekawych czasach…
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz