Zamknij
REKLAMA

Gdybym wiedział to wcześniej, nie rozstałbym się z żoną...

23:08, 20.11.2017 | Pismak
REKLAMA
Skomentuj

Od momentu, kiedy poznałam " Porozumienie bez przemocy" Marshalla Rosenberga integruję je w swoim życiu; w pracy, na szkoleniach, w rodzinie. Gdy zostałam mamą, z mniejszymi i większymi sukcesami oraz „coraz lepszymi porażkami” integruję porozumienie w relacji z dziećmi. Widząc zmiany i wzbogacenie życia, jakie daje porozumienie, od 10 lat przedstawiam je nie tylko w biznesie (korporacjach, rodzinnych firmach..), ale i w instytucjach (uniwersytetach, placówkach służby zdrowia...), rodzinach, szkołach  i przedszkolach.Wielokrotnie słyszałam od dorosłych „Gdybym wiedział(a) to wcześniej, to... dalej rozmawiałabym z kuzynką, nie rozstał się z żoną, inaczej ułożyła sobie relacje w pracy i domu etc. mówi Katarzyna Dworaczyk. 

Czym jest Porozumienie bez przemocy?

Katarzyna Dworaczyk: To filozofia, podejście do życia. Kiedyś Porozumienie ( Pbp) nazywano metodą, ale to tylko połowa Porozumienia - technika na poziomie słów, konstruowanych komunikatów. Na przykład wyrażania próśb, czy wdzięczności. Druga połowa to nasze wewnętrzne nastawienie do świata i ludzi. Z tym, czy chcemy, czy nie - jesteśmy konfrontowani całe życie i bywa wyzwaniem. Intencja, z którą mówimy, co mówimy i robimy to, co robimy - i tu już dotykamy wartości, które towarzyszą nam w życiu.

Czy Porozumienie bez Przemocy jest „trudne” w nauczeniu się, stosowaniu?

KD: Technikę jesteśmy w stanie przyswoić w ciągu 12 dni, na przykład zamiast powiedzieć „Czy ty masz rozum?!” mówimy „Zdenerwowałam się, kiedy zobaczyłam, że kupiłeś wycieczkę, bo chciałabym żebyśmy wspólnie decydowali o wydatkach”. Albo zamiast „Jesteś super” mówimy „Bardzo mi się podoba, jak umyłaś pędzle po malowaniu, cieszę się, gdy dbasz o swoje rzeczy”.

Wydaje się proste? Marshall Rosenberg - autor "Porozumienia bez przemocy"  mówi „it is simple but it is not easy”.Niestety, nasz „gadzi mózg” trochę nam miesza i gdy w sklepie dziecko do nas krzyczy „Jesteś głupia, nie lubię cię i nie zaproszę na moje urodziny” to raczej mamy ochotę zacisnąć pięści (albo ręce na ramieniu dziecka) i/lub zapaść się pod ziemię, a nie powiedzieć „Mówisz, że jestem głupia, bo nie kupiłam ci drugiego pączka?” (co jest sprowadzeniem komunikatu na płaszczyznę rzeczową), a nasze dziecko odpowie „tak”.

Co robi z nami „gadzi mózg”?

KD: Niestety, w sytuacjach stresowych lub tych, które interpretujemy jako stresowe, nasz mózg zapomina o logicznym myśleniu i przeskakuje na reakcję - atakuj, uciekaj, udawaj martwą/martwego. Czyli, gdy współpracownik mówi o naszym projekcie „To jest beznadziejne” automatycznie interpretujemy to jako atak i odpowiemy „Ty jesteś beznadziejny, sam coś wymyśl, jak jesteś taki mądry”, albo bronimy się: „No tak, można by to jeszcze raz przemyślę, w sumie nie mam doświadczenia…” lub „udawanie martwego”, czyli czekanie, aż minie, nie mówienie nic, wzruszenie ramion etc. Porozumienie uczy nas, żeby nie odpowiadać z tej „gadziej” części mózgu, działając w zgodzie z PbP - sprawdzam ze sobą, jak mi jest, gdy to słyszę, co chcę osiągnąć odpowiedzią, zatrzymuję nawał myśli oceniających i mówię:

- „Słyszę, że dla Ciebie jest to beznadziejne, czy możesz mi powiedzieć, co Ci nie odpowiada w tym pomyśle?”

„Nie odpowiada mi A i B”

„Ok, czyli, gdy zmienimy A i B ten projekt będzie Ci pasował?”

„Tak”


A jeśli odpowiemy atakiem?

KD: „Sam jesteś beznadziejny, tylko krytykujesz!”

„Zrób coś porządnie to nie będę musiał krytykować!”

„Jak jesteś taki mądry, to sam to opracuj!”

„Nie będę za Ciebie odwalał roboty!!!”

„Ty za mnie!!!!????”

…i tu, albo dochodzi do rękoczynów, albo wszyscy w biurze poznają dwie zupełnie różne wersje wydarzeń, atmosfera, zaufanie i szacunek są mocno nadszarpnięte, a że emocje potrzebują znaleźć ujście, dostaje się partnerom uczestników dialogu, psu, kasjerce w sklepie etc.
Podsumowując, Porozumienie to też umiejętność świadomego i odpowiedzialnego wyrażania się i kierowania naszej energii życiowej. Bardzo lubię to zdanie, i tak nazywam też warsztaty, które organizuję „Chcesz być częścią rozwiązania, czy częścią problemu?”. Porozumienie przenosi focus z szukania winnego, na szukanie rozwiązania, z interpretacji, ocen, na fakty.

Jak zacząć?

KD: Ja zaczęłam od sprawdzania, co i dlaczego mówię/ robię. Jaka jest moje wewnętrzna motywacja. Pamiętam, gdy trafiłam do szkoły trenerów i rozwiązywałam test, czy jesteś dobrym trenerem. Jedno z pytań brzmiało „Czy, gdy ktoś ci coś opowiada, czekasz aż skończy, żeby mu opowiedzieć swoją historię?” moja odpowiedź była „cholera tak!”. A myślałam o sobie, jako tej, która lubi i słucha ludzi z dużą uważnością. Tak więc sprawdzanie intencji i oddzielenie myśli na jakiś temat od tego, co faktycznie jest. No i ten pierwszy etap spojrzenia w lustro i zobaczenie tego, co może nam się nie podoba.

Rosenberg mówi, że nie wymyślił niczego nowego. Zebrał to, co jego zdaniem wzbogaca kontakt i partnerstwo między ludźmi. Szukał odpowiedzi - dlaczego ludzie robią to, co robią. Czego chcą i co robią, żeby to dostać.

 I tu dochodzimy do sedna Porozumienia bez Przemocy, czyli potrzeb. Podwaliny, fundamenty, główne założenie Porozumienia to stwierdzenie „Wszyscy mamy te same potrzeby”. Możemy mieć różne aktywne, albo różne priorytetowe, ale nie różnimy się między sobą na poziomie potrzeb. Ja potrzebuję kontaktu, rozwoju, bliskości, zabawy, snu, bezpieczeństwa finansowego, ruchu i odpoczynku. Tak jak każdy inny człowiek. I drugie ważne założenie - nasze potrzeby są równowartościowe, równe, tak samo ważne. Przy pierwszym założeniu łatwo nam się zgodzić., prawda?
Ale drugie jest już bardziej wymagające. Jako to? Mój wypoczynek na kanapie teraz jest ważniejszy, niż walenie dziecka w bębenek! Ja zarabiam na nas i nie będę efektywnie pracowała i nie będę wypoczęta na spotkaniu! No właśnie. Ciągnąc dalej ten wywód doszlibyśmy to stwierdzenia „jestem ważniejsza niż moje dziecko” - a z tym już się trudno zgodzić (szczególnie naszemu EGO). PbP mówi nam, że nasza potrzeba wypoczynku i dziecka potrzeba zabawy są tak samo ważne. A wypoczynek teraz na kanapie i walenie w bębenek teraz w tym samym pokoju to są strategie na zaspokojenie tych potrzeb.

Co to znaczy mieć strategie?

KD: To znaczy, że mając potrzebę, szukamy sposobu, na jej spełnienie. Jestem zmęczona - robię sobie drzemkę na kanapie, sprzątam kuchnię, czytam książkę, potrzebuję się rozwijać - idę na wykład, oglądam dokument o psychoanalizie, medytuję… Jako ludzie nie różnimy się na poziomie potrzeb, różnimy się na poziomie strategii. Ktoś, jak jest zdenerwowany i potrzebuje się zrelaksować pójdzie spać, inny zadzwoni do mamy, a jeszcze ktoś inny pobiegnie w las 10 kilometrów. I to jest cudowna różnorodność. Skokiem milowym w moim życiu było rozróżnienie potrzeb od strategii.

To dlaczego są konflikty i nieporozumienia?

KD: Bo o te strategie robimy wojnę, trzymamy ich się kurczowo i uważamy, że nasze są najlepsze i jedyne. Ktoś nam mówi „Źle się ostatnio czuję” i co odpowiadamy? „Idź na masaż, ja byłam i naprawdę mi pomogło, na Ogrodowej są prawdziwe Tajki….” - co tu mamy? Radę - wiemy przecież lepiej, co jest dla kogoś dobre, interpretację - myślimy sobie, że pewnie chodzi o zdrowie, i „własną historię” - mówimy o sobie, bo przecież wszyscy są tacy, jak my, lubią to, co my i myślą tak jak my.

To co odpowiedzieć ?

KD: Wracamy do intencji. Sprawdzam u siebie. Czy ja chcę wiedzieć więcej? Czy chcę tej osobie opowiedzieć o tym, co mi pomogło?
Chcę sprawić, żeby poczuła się lepiej? Chcę usłyszeć od niej, co mogę dla niej zrobić?
Niech nasze komunikaty wypływają z naszej intencji. Możemy zobaczyć, będąc ze sobą szczerzy, że chcemy poopowiadać o sobie i dzielić się radością odkrycia tajskiego masażu. Możemy zobaczyć, że chcemy być wsparciem dla naszego rozmówcy - i wtedy wybierzemy wysłuchanie go. Wtedy komunikat będzie brzmiał: „Chcesz mi o tym opowiedzieć?”. Nie rozpoznając potrzeby, strategie wybieramy na „chybił-trafił”. To znaczy, że jest niewielka szansa, że zaspokoimy faktycznie aktywną w nas potrzebę. Na przykład, jeśli lubimy kontakt z ludźmi, rozmowy, czas z przyjaciółmi i, gdy się spotykamy narzekamy, że „tak rzadko się widzimy, że nie dzwonią, mówimy im, że dla innych to mają czas, a dla nas, co?!” to w odpowiedzi prędzej czy później dostaniemy brak tego kontaktu, na którym nam zależy. Przykre, ale niestety tak robimy.

Dlaczego?

KD: Jak „wszystko” to też zaczyna się w dzieciństwie. Moim zdaniem dobrze pokazuje to ten „przerysowany” dialog:

- Jasiu do domu!

- A co, chce mi się jeść?

- Nie, chce ci się spać

To inni mówią nam, czego chcemy, co czujemy, jacy mamy być, jak się zachowywać 

 „Nie ma co ryczeć” - powszechne prawda? A teraz przyjrzyjmy się temu komunikatowi, co on mówi: „Mówię ci, że zareagowanie płaczem nie jest odpowiednie do wydarzenia, które właśnie się zdarzyło. To nie jest ból, to co czujesz. Powinieneś zareagować inaczej, a najlepiej w ogóle nie reaguj, a już na pewno nie płaczem”.

Straszne!

KD: Tak. Mechanizm, który się pojawia, to odcięcie uczuć

 „To ja nie będę czuła, czuł! To za bardzo boli, a mama i tata się złoszczą, jak ja się złoszczę, czyli robię coś źle. Uczucia i ich wyrażanie jest złe”. A powrót do czucia emocji bywa procesem żmudnym. Porozumienie bez Przemocy mówi nam, że wszystkie emocje są dobre - bo pokazują nam, że nasze potrzeby są spełnione lub niespełnione. Mamy przez nie dostęp do potrzeb. Taka deska rozdzielcza w samochodzie - lampki się palą. Na zielono - jestem wyspana, zjadłam spokojnie śniadanie - moja potrzeba odpoczynku jest zaspokojona, czuje się spokojna. Na czerwono - irytacja - stoję w korku, spóźniam się do przedszkola - moja potrzeba dbania o dziecko i potrzeba sensownego spędzania czasu „leżą”.

I co wtedy?

KD: Wtedy sprawdzam u siebie - ok, chcę zadbać o dziecko - wiem, że nie zdążę - szukam strategii - mogę zadzwonić do koleżanki, żeby ją odebrała, do opiekunki, do przedszkola - powiedzieć, że będę później, żeby uprzedzili córkę - szukam strategii. Zamiast plątaniny oceniających myśli w stylu „Ale jestem durna, przecież wiadomo, że spotkanie mogło się przeciągnąć, mogłam pojechać tramwajem, trzeba było wcześniej zadbać o opiekę, co ze mnie za matka, Ewce nigdy się to nie zdarza…..” Porozumienie pozwala nam zatrzymać te myśli. Nie karmić ich. A sensownie spędzony czas? Jeśli to jest moja potrzeba, to sprawdzam, co miałoby dla mnie sens. Może zadzwonię do babci, puszczę nagrania do nauki szwedzkiego, może ulubioną muzykę…

To ile czasu potrzeba, by wejść na drogę Porozumienia?

KD: U mnie się zaczęło 11 lat temu, od przeczytania książki „O języku serca” Rosenberga. Ludzie przestali mnie irytować po tej lekturze, więc poszłam na warsztaty. 7 intensywnych dni z węgierską trenerką Evą Rambala, potem warsztaty mediacyjne, o złości… od 5 lat intensywnie czerpię wiedzę praktyczną i teoretyczną od Agnieszki Pietlickiej, certyfikowanej trenerki, która też mieszka w Poznaniu. Praktykuję więc ponad 10 lat. I to nie tak, że teraz „zawsze” jest cud-miód-malinka. Różnica jest taka, że kiedyś w sytuacjach, które były dla mnie wyzwaniem, reagowałam tak,
jak chciałam 1 na 5 razy, a teraz 9 na 10. Moje życie jest lżejsze, a relacje bardziej wzbogacające.

Autorka opracowania 
Katarzyna Dworaczyk

Publikacja udostępniana jest na licencji Creative Commons: uznanie autorstwa, na tych samych warunkach 3.0 Polska. Zezwala się na dowolne wykorzystanie treści pod warunkiem wskazania autorów/ek, Katarzyna Dworaczyk. Instytut Kultury Miejskiej, jako autorów/ek oraz zachowania niniejszej informacji licencyjnej tak długo, jak tylko na utwory zależne będzie udzielana taka sama licencja.Tekst licencji dostępny jest tutaj.

 

(Pismak)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ekutno.pl | Prawa zastrzeżone