Zamknij
REKLAMA

Wspomnienia 1940 rok. Minęły święta wielkanocne. Ale jakże smutne. Procesji nie było

21:02, 15.04.2020 | TPZK
Skomentuj Obraz LEEROY Agency z Pixabay
REKLAMA

Minęły święta wielkanocne. Ale jakże smutne. Procesji nie było Ze wspomnień księdza Michała Woźniaka, proboszcza parafii Kutno (opracowanych przez ks. Ludwika Królika).Wojna 1940 rok. 

12 marca [1940]. Gestapo zabrało maszynę do pisania. Poczta wzięła aparat telefoniczny. W całym naszym powiecie już wysiedlono wszystkich ziemian, oprócz Korymów z Sójek, którzy się podali za Volksdojczów. Majątki objęli Niemcy przybyli znad Bałtyku. Dziś pierwszy dzień ciepła. Śnieg topnieje, będzie wielka powódź.

26 marca [1940]. Wtorek świąteczny. Minęły święta wielkanocne. Ale jakże smutne. Procesji nie było [s. 230]. Kościół ludźmi nabity, więc po kościele nie sposób, a na zewnątrz nie wolno. Miejscami leży jeszcze śnieg. Chłodno i bezsłonecznie. Przyroda dostosowała się do stanu naszych dusz. Wczoraj tajna policja czegoś szukała na plebanii. Ale nie można się było dogadać, o co im chodzi.

30 marca [1940]. Dziś zabrano z plebanii część mebli, pościel, mąkę, żelazko elektryczne i kocioł do gotowania bielizny. Nie pomogło tłumaczenie, że żelazko i kocioł potrzebne do gotowania bielizny kościelnej. Płótna gotowego żyrardowskiego dwie bele, kupione na koszule, mimo protestu, zabrano. Rewizja trwała w całym domu po wszystkich pokojach, na strychu i w piwnicy. Kierował tą rewizją dr Haze, który obecnie jest dyrektorem w szpitalu. Człowiek z uniwersyteckim wykształceniem, a zachowywał się, jak zwykły zbir.

3 kwietnia [1940]. Zburzono kapliczki. Tę przy Gimnazjum i naprzeciwko fabryki "Kraj". Krzyż strącono w błoto. Z drugiej kapliczki zabrano. Z jednej kapliczki przyniesiono figurkę Matki Boskiej i tej nocy o godz. 12 wrzucono przez okno, tłukąc podwójne szyby, do mego salonu. Nie spałem wtedy i słyszałem wielki brzęk i łoskot. Ale sądziłem, że to obraz się oberwał i upadł na podłogę. Podobno zrobili to dlatego, że my przed tymi figurami zdejmujemy czapki, a przed nimi nie. Poszedłem zaraz do landrata, ażeby zameldować o tym świętokradztwie. Ale taki był tam tłok, że nie mogłem się dostać. Zameldowałem więc policji. Ale policjant czytał sobie obojętnie gazetę, prawie nie raczył spojrzeć na mnie. Tłumacz coś mi tam obiecał, że sprawdzi i na tym koniec. Potem się dowiedziałem, że to właśnie oni sami to zrobili rękami żydowskimi. Poszedłem stamtąd do burmistrza, aby się zapytać czy mogę wznowić roboty przy budowie Domu Katolickiego. Nie dopuścili mnie do burmistrza, a jak się potem dowiedziałem, to nie chciał mnie przyjąć. Czekałem tam na to posłuchanie pół godziny. Obserwowałem przychodzących, bo siedziałem na korytarzu. Otóż wielu Żydów, Niemców i trochę Polaków. Urzędniczki Polki rozbawione biegały z jakimiś papierkami do podpisu, nie robiąc miłego wrażenia. Naprzeciwko, gdzie siedziałem, były drzwi do jakiegoś pokoju. Tych drzwi strzegł strażak w kasku. A gdy się drzwi otwarły, widziałem w pokoju piękny dywan i część biurka, bo urzędnik był z boku i nie było go widać. Myślę sobie, musi być jakiś dygnitarz, bo strażak skrupulatnie pilnował i puszczał tylko po jednej osobie. Pytam się, kto tam urzęduje, a tu mi mówią, że to kierownik rekwizycji Waśkowski. Coś już słyszałem o tym człowieku, ale to tak wygląda, jakby to był komisarz bolszewicki. Niewiele się omylono.

23 kwietnia [1940]. Dziś rano, około godz. 9 przewieziono wielkimi autobusami Niemców cywilnych w stronę Łowicza. Było 18 autobusów i kilka ciężarowych, na których były tobołki tych Niemców. Nie wiedzieliśmy, co to znaczy, ale o 12 w południe wyjaśniło się. Tymi samymi autobusami wieźli naszych gospodarzy z [...], 14 Grabowa i innych wiosek spod Żychlina. Wracały też samochody ciężarowe, ale puste. Zaczęło się też wysiedlanie w samym Kutnie. Zaczęli 14 kwietnia i prowadzą aż dotąd, głównie inteligencję. Żydzi chodzą z żółtymi łatami po ulicy, bo trotuarem nie wolno im chodzić. Ale Żydów nie wysiedlają. W Strzegocinie i Witonii zabrali księży. W Kutnie Ks. Targońskiego, ale po kilku godzinach zwolnili.

Wspomnienia udostępnia na naszych łamach Bożena Gajewska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej.

(TPZK)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%