Fantastyczna para Jarosław Grzędowicz i Maja Lidia Kossakowska czyli z natury ponury i chodząca encyklopedia wczoraj byli gośćmi Macieja Walczaka podczas Kutnowskich Dni Fantastyki w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Kutnie. Rozmowa z autorami literatury fantastycznej i małżeństwem była prawdziwą przyjemnością dla słuchaczy, wielbicieli książek i talentu pisarzy.
Jarosław Grzędowicz pisarz, tłumacz komiksów, dziennikarz Gazety Polskiej. Debiutował w 1982 r. opowiadaniem Azyl dla starych pilotów, zamieszczonym w tygodniku Odgłosy. W 2003 ukazał się zbiór opowiadań grozy Księga jesiennych demonów (Fabryka Słów), w 2005 pierwszy tom powieści Pan Lodowego Ogrodu (Fabryka Słów) (t. II: 2007, t. III: 2009, t. IV, ostatni: 2012), a w 2006 powieść Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy (Fabryka Słów), która jest kontynuacją opowiadania Obol dla Lilith.
Maja Lidia Kossakowska pisarka, pracuje jako dziennikarka i maluje obrazy. Napisała bestsellery Siewca Wiatru oraz cykl Upiór Południa, Żarna niebios, Ruda sfora, Grillbar Galaktyka.
- W jakim momencie życia zaczęliście Państwo pisać? Co było tego motorem, powodem? - pytał Walczak.
- Pierwsze próby rozpoczęłam w klasie pierwszej szkoły podstawowej, jak miałam 12-13 lat pisywałam wydawało mi się science fiction. Momentu przełomowego nie pamiętam - odpowiedziała Maja Lidia Kossakowska.
- Wyrosłem z fantastyki, a momentem przełomowym była choroba, wysoka gorączka, leżałem w łóżku, nad głową miałem biblioteczkę mojej mamy, czytywała fantastykę i sięgnąłem po te książki - powiedział Jarosław Grzędowicz.
- Pisuje pani wiersze. Czym jest dla pani poezja?
- Na początku to było niczym firma poetycka Witkacego. Kiedyś pracowałam jako dziennikarz w Telewizji Polskiej w dziale kultury ludowej i do dłuższego felietonu 10 minutowego wkładało się wiersze. Tyle, że nie ma ich za wiele np. o pleceniu koszyków itp. Tak się złożyło wtedy, że zaczęłam je pisać np. o bartnictwie, krowie. Było czasem śmiesznie, zdarzały się telefony błagam, tak za godzinkę trzy zwrotki o garnkach napisz - opowiadała pisarka.
- Czy nie trochę trudno dostosowywać style narracyjne do bohaterów?
- Trochę trudno, to mało powiedziane, bardzo trudno, czasami można sobie rozwalić łeb o ścianę -odparł Grzędowicz.
- W pana książkach jest bardzo dużo nawiązań kulturowych do różnych dziedzin nauki, biologii, historii, historii wojskowości. Czy ten zabieg jest niezbędny w fantastyce? Czy to taki ukłon w stronę bardziej wyedukowanego czytelnika?
- Dobrze jak czytelnik rozpoznaje te tropy, one służą budowaniu świata przedstawionego, fabuły. Dokładamy starań aby poza światem fantastycznym istniał ten realistyczny - mówił autor Popiołu i kurzu.- Uważam, że jeśli świat fabuły, mówiąc po ludzku, nie trzyma się kupy, to fantazje, które się tam wprowadza, czy mówimy o horrorze czy fantasy czy science fiction, czyli elementy, które nie istnieją, przestają po prostu działać na czytelnika.
- Jak wygląda proces tworzenia uniwersum? Czy ono jest pomyślane już na początku czy jednak ewoluuje wraz z pracą nad książką? - zapytał Maciej Walczak.
- Świat powstał w siedem dni, więc nasze uniwersum również nie powstało od razu - ze śmiechem powiedziała Maja Lidia Kossakowska. - Oczywiście tworzy się świat wraz z historią, narastają przestrzenie wokół bohatera, pomysłu, koncepcji. W moim wypadku to długi proces.
- Czy dobry pisarz fantastyki nie powinien być taką małą encyklopedią?
- Nie, bo do takich rzeczy Bóg dał nam internet i google. Do niedawna było tak, że Ci więksi pisarze mieli swoich sekretarzy, pisarczyków i oni im wyszukiwali różnych rzeczy - odparł Grzędowicz. - My z takich osób nie korzystamy.
- Ja korzystam jeszcze z bibliotek - powiedziała Kossakowska.
- Książka Takeshi jest osadzona bardzo głęboko w kulturze japońskiej i sporo jest w niej krwawych opisów, tony wnętrzności się przelewają. Czy też w fantastyce epatowanie krwawymi scenami jest pożądane?
- Jeśli robi się to dobrze, to powstają książki niezapomniane. Wszystko zależy od tego jak się je opisuje i czy są do czegoś potrzebne. Epatowanie brutalnością pozbawione jest sensu - mówiła pisarka.
- Czy istnieją rytuały w państwa pracy? Czy musi pan pisać na przykład na maszynie?
- Nie robię tego. Zdjęcie wykorzystane na okładce książki było pozowane, ale rzeczywiście mamy w domu starego remingtona. A ja bardzo bym chciał na nim pisać książki, bo dźwięk uderzanych klawiszy maszyny oznajmia wszystkim, że się pracuje... (śmiech) a nie tam przy komputerze człowiek siedzi - powiedział pisarz. - Klawisze maszyny stawiają pewien opór, ręce się mniej męczą... Łomot klawiszy maszyny to jak wykuwanie podków...
- Poczucie humoru cechuje państwa twórczość. To raczej czarny humor. Czy ma pan jakiegoś mistrza humoru?
- Z natury jestem ponury. Poczucia humor nie da się nauczyć, to spontaniczna cecha - powiedział Grzędowicz.- Lubię Monty Pythona.
- Spodziewałem się.
- Zupełnie nie wiem dlaczego. (śmiech)
- Nie mam pojęcia czy mam poczucie humoru i skąd je biorę, jeśli je mam - powiedziała Kossakowska. - Są książki, z których się bardzo śmieję zawsze Trzech panów w łódce, nie licząc psa, Dwanaście krzeseł,Taniec kogutów Broszkiewicza, Paragraf 22. A tak w ogóle nie lubię filmowych komedii.
Maciej Walczak zaproponował na koniec grę w dwa słowa. Każdy z gości musiał wybrać szybko jedno, lub podać swoje. Publiczność z autorami bawiła się znakomicie.
Padły również pytania od publiczności. Czytelnicy byli ciekawi czy pisarskie małżeństwo współpracuje ze sobą w pracy, czy dzieli się problemami z aktualnie pisanymi książkami, czy mieli w swoim życiu chwile zwątpienia w to co robią i niskie loty weny twórczej i jak sobie z tym poradzili.
- To się dzieje co tydzień - odparł rozbrajająco Grzędowicz. - W poniedziałek rano. Trudno powiedzieć jak sobie radzić z tym. Generalnie to jest taka praca, że w siebie człowiek wątpi, ale trzeba do przodu i pisać.
- A jaki jest plus domowego pisarstwa? - zapytał czytelnik.
- A mianowicie to, że nawzajem rozumiemy, że bycie pisarzem wiąże się z posiadaniem dosyć popapranej osobowości, co może być uciążliwe dla otoczenia - powiedział autor Pana Lodowego Ogrodu.
- Nikt nikomu nie zarzuci czemu nie poszedłeś pracować do Agencji reklamowej... Wiadomo czemu - odpowiedziała autorka Rudej sfory.
4 0
Bardzo dziękuję autorom za wizytę w Kutnie!
3 0
Bardzo miła atmosfera spotkania ciekawe prowadzenie i dystans pisarzy wszystko to złożyło się na mile spędzone popołudnie. Jeszcze ktoś czyta książki
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz