Annie Jeremus-Lewandowskiej, prowadzącej spotkanie nie zabrakło pytań do gwiazdy światowych scen. Z naturalnym wdziękiem dyrektorka festiwalu prowadziła rozmowę z koleżanką z branży. Dlatego niewątpliwie z zainteresowaniem licznie zgromadzona kutnowska publiczność żywo w tej rozmowie uczestniczyła.
- Studiowałam technologię drewna, potem po dwóch latach poszłam na Politechnikę Warszawską, z wykształcenia jestem inżynierem optykiem. Po jakimś czasie tych studiów poszłam na przesłuchania do Szkoły Muzycznej II st. im. Fryderyka Chopina w Warszawie - opowiadała Zdzisława Donat. - Podeszłam tam do mnie starsza pani, jak się okazało prof. Zofia Brégy i po prostu kazała mi się do niej zapisać. Muszę przyznać, że trochę oszukałam na tych egzaminach. Poszłam do foniatry, kazał mi śpiewać, no i odśpiewałam Miała baba koguta, pomacał mi żebra i coś zanotował. Wyszłam zobaczyłam a tam było napisane: nie nadaje sie do nauki śpiewu. Zaniosłam te papiery do szkoły, to zaświadczenie było na samym dole. Sekretarka zapytała czy są wszystkie, odpowiedziałam zgodnie przecież z prawdą, że są. A potem okazało się, że nikt do tej teczki nie zajrzał. W drodze oszustwa dostałam się więc do tej szkoły.
I cieszymy się bardzo z tego powodu, bo koloraturowy sopran śpiewaczki mogły usłyszeć rzesze wielbicieli muzyki poważnej na całym świecie.
Przez lata Donat była niedoścignioną w świecie Królową Nocy w "Czarodziejskim flecie", śpiewając tę partię także w Nowym Jorku, występowała z powodzeniem w operach Wolfganga Amadeusza Mozarta, dalej w roli tytułowej opery Gaetano Donizettiego Łucja z Lammermooru. Zasłynęła rolą tytułową w operze Vincenzo Belliniego "Lunatyczka". Popisową rolą wielkiej polskiej śpiewaczki w repertuarze polskim była Ewa w operze Stanisława Moniuszki Hrabina. Chodzi tu o słynną "arię włoską", koloraturową, którą na życzenie publiczności musiała bisować na każdym spektaklu w warszawskim Teatrze Wielkim.
- Wspomniała pani nazwisko znanej prof. Zofii Brégy, jej mąż również wspaniały śpiewak i nauczyciel śpiewu. Napisał znakomite książki do nauki śpiewu. Czy i z nim miała pani kontakt? - zapytała Anna Jeremus-Lewandowska.
- To było świetne małżeństwo wokalne - odpowiedziała Donat. - Pani Zofia miała do czynienia z przedwojennymi śpiewakami, miała bogate doświadczenie, zawsze udzielała rad, opowiadała, pytała.
Donat spotkała się też z wielką Adą Sari na swej drodze artystycznej.
- Ada Sari była wówczas starszą panią, powyżej 80-letnią. Nie chciała już nikogo uczyć - opowiadała gwiazda wieczoru. - Powiedziała, ja cię dziecko tylko posłucham, ale uczyć nie będę. Zaśpiewałam partię Królowej Nocy, a Sari mówi - to kiedy dziecko możesz przyjść? No i tak nasze drogi się połączyły. Udzieliła mi dalszych sugestii w zakresie interpretacji arii Królowej Nocy. jednak najwięcej zawdzięczam pierwszej mojej nauczycielce prof. Bergy, miała ona trudne życie, dziecko niepełnosprawne, paliła papierosy, miała niestety bardzo już zmęczony głos, ale z tego jej postękiwania umiałam wychwycić o co chodzi i pracowało nam się znakomicie.
- Pani profesor Zdzisława Donat przyjechał do Kutna nie tylko na to spotkanie, ale aby przeprowadzić master class z uczestnikami jubileuszowych V Międzynarodowych Warsztatów Wokalnych. Są tu oni z nami i pilnie przysłuchują się każdemu słowu pani profesor - mówiła Jeremus. - Jestem dumna, że osoba, która była dla mnie wzorem śpiewaczki z sopranem koloraturowym może udzielić wam lekcji, wskazówek i spędzicie z nią choć jeden dzień.
Dla kutnowskiej publiczności zaśpiewała jedna z uczestniczek warsztatów Ksenia Szawszyszwili- sopran koloraturowy, ktora wykonała pieśn "Gdy kocha słowik róży pąk". Akompaniował jej Jarosław Domagała.
- Soprany koloraturowe dużą ćwiczą, aby nic się w głosie nie trzęsło, aby brać te najwyższe brzmienia. To dlatego taka trudna i żmudna praca nad głosem, bo trzeba "wykukać" sobie te dźwięki. To nie jest tak, że nie śpiewa się jakiś czas jakiejś arii i z marszu wchodzi się w nią. Kiedy 2 miesiące nie śpiewałam Królowej Nocy, to musiałam 10 dni naprawdę porządnie ćwiczyć aby wydobyć z siebie to idealne brzmienie - mówiła Donat.
Polska śpiewaczka preferowała zresztą partie operowe i oratoria. - Można się w nich zapomnieć, szczególnie w mszach, w ogóle na początku śpiewałam właśnie w kościele. To bardzo mi pomogło. Na górze, obok organisty nikt cię nie widzi, nie ma tremy, a głos niesie, wydaje się taki mocny, śmielej się śpiewa i lepiej. To cudowne uczucie - opowiadała. - Pieśni mniej jakoś lubiłam, są krótsze trzeba się szybko przestawiać, również emocjonalnie, a ja lubiłam ten dłuższy rozbieg i to zatracenie się w śpiewie.
Jak to się stało, że śpiewała pani na największych scenach operowych na świecie? - pytała prowadząca spotkanie.
- Teraz jest szczególnie trudno młodym wokalistkom, bo ich jest dużo- odparła Donat.
- Tak na tzw. castingi do ról przychodzi czasem po 400 osób - dodała Jeremus.
- Kiedyś było inaczej. Międzynarodową karierę muzyczną otworzyło mi na początku lat 70. zaproszenie przez niemieckiego dyrektora i reżysera Kurta Pscherera do monachijskiego Staatstheater am Gärtner Platz. Powiedział mi: za dwa lata zostanę dyrektorem Staatstheater am Gärtner Platz, ucz się niemieckiego, bo się do ciebie zgłoszę. Oczywiście pomyślalam sobie, skąd on może wiedzieć czy zostanie tym dyrektorem, i nie uczyłam się tego języka. Aż tu otrzymuję zaproszenie od Kurta Pscherera i co? Musiałam szybciutko niemieckiego się nauczyć. Człowiek jak chce, zdolny jest wszystkiego się nauczyć. Ja słów uczyłam się wszędzie, w toalecie, na przystanku, podczas spaceru - opowiadała pani Zdzisława.
Od tego czasu przez następne kilkanaście lat artystka stale współpracowała z szeregiem teatrów niemieckich dzieląc swoje występy sceniczne pomiędzy Niemcy i Polskę. Równolegle występowała gościnnie w najważniejszych teatrach Europy (m.in. Wiener Staatsoper, londyńska Covent Garden). Była pierwszą Polką po II wojnie światowej, która wystąpiła w mediolańskiej La Scali (partia Ognia w operze Maurice'a Ravela Dziecko i czary). Dwukrotnie zapraszano ją do nowojorskiej Metropolitan Opera. Polska śpiewaczak występowała w większości państw europejskich, w Japonii, USA, Kanadzie, Argentynie i na Wyspach Kanaryjskich.
Zdzisława Donat opowiedziała też o tym, jak trudny jest to zawód, jak czasem bywa niebezpiecznie.
- Kiedyś po partii w kwintecie rozchodziliśmy się każdy do swojej kulisy, ja do swojej a tu strażak siedzi, więc myślę, że nie tu weszłam, dałam krok do tyłu, a tu już scena zjechała w dół i spadłam. Udało mi się wspiąć jednak jakoś po linie, wchodzę na scenę, oni się już kłaniają, a moja koleżanka mówi: gdzieś ty była, zobacz jakie masz kolano. Miałam zakrwawioną suknię, bo rozbiłam sobie bardzo kolano - opowiadała śpiewaczka. - Tak więc moi mili jest czasem i niebezpiecznie. - W Tokio poprosiłam z kolei aby na scenie, platformie, którą trzymało kilku ludzi, a ja miałam śpiewać taka pochylona, przymocowano mnie jakoś do niej. I pod kostiumem byłam przywiązana do metalowego prętu ukrytego pod suknią. Ale i tak się trochę bałam.
Wieczór z polską Królową Nocy z Czarodziejskiego fletu oczarował niejednego widza i przejdzie niewątpliwie do wyjątkowych kart historii wydarzeń kulturalnych w Kutnie. Nie często bowiem prowincję odwiedzają osobistości światowej kultury wysokiej.
4 0
niektórzy wysoko nosa zadzierają...
4 0
a kto taki? Jeremus czy polska gwiazda opery?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz