Zamknij
REKLAMA

Marian Góreczny. Tytan pracy, artysta fotografik, pasjonat turystyki

10.57, 02.01.2020 Bożena Gajewska (TPZK) Aktualizacja: 12.28, 02.01.2020
Skomentuj Kondukt pogrzebowy lata 60-te fot. Marian Góreczny
REKLAMA

Dziś wracamy wspomnieniami do mieszkańca Kutna, którego pasja fotograficzna sprawiła, że zapisał się on na zawsze w historii Kutna. Fotografie przez niego wykonywane w okresie od lat 50-tych do 80-tych ubiegłego wieku w Kutnie i okolicach są bezcenną kroniką naszego miasta i jego mieszkańców. Mowa tu o Marianie Górecznym, zmarłym przed 30 laty.

Jadwiga Góreczna w artykule wspomnieniowym pn. „Tata zza obiektywu” napisała o swoim Ojcu - Mój Tata. Marian Góreczny. Tytan pracy, artysta fotografik, pasjonat turystyki.

Nie pamiętam, kiedy Tata kupił pierwszy aparat i zaczął robić zdjęcia. Są w domowych albumach fotografie z wczesnych lat pięćdziesiątych XX wieku, pierwsze aparaty w rodzinie mieli brat Mamy – Stefan i kuzyn Jerzy Krakowiak. Sądzę, że starsze zdjęcia zostały wykonane przez nich, ale jednocześnie był to początek fascynacji Ojca tą techniką.

Kiedy siostra mojego Ojca Wanda wyszła za mąż i Tacie odpadła część zobowiązań opiekuńczych, poważnie zaczął gromadzić informacje i sprzęt fotograficzny. Kupował literaturę i po krótkim okresie oddawania filmów do wywołania do profesjonalnych zakładów fotograficznych, zaczął sam kupować odczynniki i wykonywać roztwory do wywoływania w koreksie. Pamiętam z późniejszych wspomnień rodzinnych – kursy, kółko fotograficzne, nowych przyjaciół, m. in. pana Wacka Budzyńskiego i zawodowego fotografa pana Banawenturę Grodzińskiego. Zaczynają pojawiać się zdjęcia rodziny, okolic Kutna i różnych imprez już wyraźnie wykonywane przez Tatę. Po pewnym czasie Tata zdecydował się na zakup powiększalnika, a wraz z nim kuwet do wywoływacza i utrwalacza, różnych szczypiec, kolorowych lamp, przy których można było wykonywać odbitki.

fot. Powódź 1968

Przybywało też w domu aparatów fotograficznych, lamp błyskowych i obiektywów. Ówczesne aparaty wymagały wykonania wszystkich nastawień, było mnóstwo pierścieni i pokręteł do ustawiania przysłony, czasu naświetlania, głębi ostrości itp. Pamiętam „tajemnicze urządzenie”, które Tata nazywał światłomierzem. Zanim przystąpił do robienia zdjęć, otwierał mały futerał, zdejmował białą osłonkę z jednej strony i coś pracowicie ustawiał, a to, co pokazało urządzenie, przenosił na nastawy w aparacie.

(…) START B to sprzęt produkcji polskiej, lustrzanka, do której był zakładany szeroki film 6 x 6. Jeden z obiektywów służył do oglądania obszaru przed aparatem dzięki układowi luster, co pozwalało dokonać ustawień ostrości, drugi to obiektyw przesłonięty, otwierany migawką na czas naświetlania kliszy. Aparat ten był dość duży i ciężki, dlatego pewnie pamiętam go zwykle ustawionego na statywie. Nie ma też w archiwach Taty szerokich negatywów i niestety nie wiem, co się z nimi stało. Drugi to rosyjski ZORKI 4 – nieduży, poręczny, sama używałam go jeszcze w latach siedemdziesiątych. Na nim zrobiono najprawdopodobniej większość zdjęć z początkowego okresu (…).

Tata dużo eksperymentował. Lubił wstawać wcześnie, więc niekiedy jeszcze przed pójściem do pracy, robił zdjęcia wschodzącego słońca przy użyciu różnych filtrów nakładanych na obiektyw, wychodził na łąki nad Ochnią, gdzie czasem blisko ziemi kłębiły się mgły, na każdym spacerze wyszukiwał ciekawe domy i miejsca godne uwiecznienia. Niestety nie potrafię umiejscowić w czasie różnych zdarzeń z dzieciństwa, ale gdzieś jeszcze w pudłach na strychu są zdjęcia w dużym formacie, naklejone na płytę laminowaną z otworami do zawieszenia, prezentowane zapewne na wystawie. Było tam zachodzące słońce, widziane przez szuwary na wodą, jakieś zaułki kutnowskie, których już pewnie dawno nie ma i moje zdjęcie wśród kwiatów naszej jabłonki.

Pamiętam, że przy robieniu takich dużych powiększeń, na odbitkach pojawiały się różne skazy, plamki, które trzeba było wyretuszować. Tata miał kawałek szkła pokryty czymś czarnym, ustawiał na stole silną lampę, wkładał do oka lupę zegarmistrzowską i cieniuteńkim pędzelkiem nanosił tę czarną „farbę” na białe, niedoświetlone plamki. Podobnie było, kiedy robił zdjęcia na zamówienie. Z czasem stał się znanym w Kutnie fotografikiem amatorem i wiele osób prywatnych, a także instytucji zwracało się do Taty o zrobienie zdjęć na jakiejś uroczystości. Wtedy zawsze dużo czasu poświęcał najpierw na wybranie najlepszych ujęć, a później jeszcze na wyretuszowanie odbitek (…).

Przybywało pudełek z odbitkami, zapełniały się rodzinne albumy ze zdjęciami. Dla bezpiecznego przechowywania negatywów, Tata wymyślił czy podpatrzył klasery, na zasadzie podobnej do filatelistycznych, tylko robione z odpowiednio zaginanego i zszywanego na bokach papieru, ze znacznie większymi zakładkami. Rolki negatywów ciął na mniejsze części i układał kolejno, opisując na zakładce, co przedstawiają. W ten sposób zarchiwizował niemal całą swoją działalność fotograficzną.

Artykuł ukazał się w XXI tomie Kutnowskich Zeszytów Regionalnych wydanym w 2017 roku przez TPZK.

Przepraszamy, że rozdzielczość  tych fotografii jest niska. Z uwagi na to, że zdarzają się przypadki bezprawnego wykorzystywania fotografii z naszej strony internetowej, zmuszeni jesteśmy  unikatowe fotografie prezentować w tej formie....

Zima 1964 r. i 8 maja 1967 r. 

(Bożena Gajewska (TPZK))

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

ryśryś

3 1

Najwyższy czas na album autorski, może magistrat sfinansuje? 15:15, 02.01.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%