W budującej się Polsce przedwojennej był znanym autorem malowideł monumentalnych, ozdobiał elewacje kamieniec na warszawskim Rynku. Całą swoją kreatywnością Sleńdziński służył jednak Wilnu, w którym jego rodzina żyła od pokoleń.
Moje prace malarskie idą w dwóch kierunkach, pod względem technicznym - uprawiam zwykłe malarstwo, jeśli tak można powiedzieć, płaskie i drugi rodzaj to połączenie z rzeźbą - pisał artysta. - Ta rzeźba nie jest przecież pomalowana, ona jest malowana. Chodzi o to, że kolor musi stworzyć nierozerwalną całość z kształtem. Zajmuję się i rzeźbą okrągłą. Rzeźby te, wykonane w drzewie, pokrywam również polichromią, która jest traktowana, jako zadanie malarskie.
Artysta, którego obrazy oglądać możemy w kutnowskim muzeum, był pierwszym rektorem politechniki w Krakowie i radnym miejskim. Do końca życia w twórczości powracał do wileńskich widoków. Zapraszamy do końca października na wystawę Malarstwa Ludomira Sleńdzińskiego do Muzeum Regionalnego w Kutnie.
1 0
rewelacja to to nie jest..
1 0
A JAKIE TŁUMY -WIELKA SMUTA
1 0
Śmiesznym będzie pytać urzędników Muzeum Regionalnego PO JAKĄ CHOLERĘ TA WYSTAWA W KUTNIE. I to w czasach finansowego drenażu miejscowej kultury przez prezydenta Burzyńskiego w poszukiwaniu pieniędzy na długi po Aquaparku i na finansowe wspieranie bogatych. Jaki związek z naszym miastem ma ten elegancki, ale co by nie powiedzieć, drugorzędny i ?urzędowy? malarz. Związany z epigońskimi nurtami neorenesansowymi i neoklasycystycznymi międzywojnia, które do rozwoju sztuki praktycznie nic nie wniosły, ale podobały się przeciętnemu i bogatemu odbiorcy? No to co , że kiedyś mieszkał w Wilnie? W magazynach muzeów zalegają tysiącami dzieła setek takich twórców, gromadzone jako dokument minionej epoki, materiały historyczne, czy regionalia jakiegoś miasta. To wszystko piękne, ale niezbyt istotne z punktu widzenia historii sztuki. Dziś ?przeciętnemu odbiorcy? te obrazy mogą się podobać z tych samych powodów, z jakich podobały się w okresie między wojnami? Nieśmiertelny ?przeciętny gust?, mówiąc najdelikatniej, i teraz znajdzie w nich potwierdzenie.
Zaskakuje podobieństwo tego malarstwa do socrealizmu. I zapewne Ślendziński, jako realistyczny malarz postrenesansowy i postyklasycystyczny nie mógł mieć, formalnych przynajmniej, kłopotów z ?realizmem socjalistycznym?. Jak to było naprawdę? Ten okres w dziejach artysty jest bowiem starannie przemilczany w publikacjach, a obrazy powstałe w tamtych latach nie są nigdzie pokazywane? Jeden, jedyny p.t.: ?Cyrk? bodajże z końca lat 40. , który udało się wyśledzić w Internecie, to medalowy socrealizm pod względem formy i treści. Gdzieś znalazło się enigmatyczne zdanie, że na socrealizm ?pozostał obojętny?. Co to znaczy ? nie wiadomo. Ale na tamtą rzeczywistość, która zrodziła socrealizm obojętnym być nie mógł, skoro w latach 1948 ? 1956, czyli w najstraszniejszym dla Polski, polskiej sztuki i architektury okresie, był prorektorem i rektorem Politechniki Krakowskiej? Nie tylko wtajemniczeni wiedza, z czym wiązało się pełnienie takiej funkcji w jądrze stalinowskich ciemności? Postać Ślendzińskiego ? miejmy nadzieję kryształowa - oraz jego ukryta twórczość z tego okresu wymagają dopiero ujawnienia i wnikliwej analizy.
Oczywiście próżno tego spodziewać się po badaczach z kutnowskiego muzeum. Wybitni kutnowscy muzealnicy, nie potrafili sobie poradzić nawet z miejscowym Stanisławem Kurmanem pięknym niegdyś paryskim artystą, a później wyrobnikiem tworzącym w stylu III Rzeszy, na koniec nadwornym malarzem kutnowskich władz partyjnych w czasach stalinowskich ? autoplagiatując nieudolnie wcześniejszą wystawę i powielając stare banały. Gdyba ta placówka miała jakiś potencjał twórczy i fachowy, nawet ta, nikomu tu do niczego (poza chorymi ambicjami pewnego niezrealizowanego malarza) niepotrzebna wystawa, mogłaby wnieść coś niewielkiego do wiedzy o drugich planach polskiego malarstwa. Ale nic z tego.
Jeszcze raz: po jaką cholerę ta, kosztująca zapewne niemało, wystawa w Kutnie, mieście które ma problemy z własną tożsamością i samowiedzą, problemy z prostym określeniem własnego krajobrazu kulturowo ? historycznego? W którym główna ekspozycja o dziejach miasta jest psudopostmodrnistycznym wygłupem muzealnego i wystawienniczego beztalencia, która zamiast uczyć ? żenuje i oferuje mętlik poznawczy. Pytanie - po co ta wystawa? ? kieruję również do wiceprezydenta Wdowiaka oberkuratora samorządowych placówek kultury w mieście. Gdzie strategia działań Muzeum, plany: koncepcyjny i roczny oparte na analizach rzeczywistych bolączek i potrzeb miasta? Wreszcie gdzie ten, tak głośny, pański ?autorski projekt? zbawienia kultury Kutna?
Oczywiście łatwiej kutnowianom rozpoznać przewał z mieszkaniami w urzędzie miejskim niż z wystawami w muzeum regionalnym. Bo i ?przewał? znaczy tu coś zupełnie innego i materia tu subtelniejsza. Poza oczywiście gliną do notorycznego lepienia garnków przez maluczkich.
1 0
Ursus, Twoja pisanina to brednie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz