Tym razem pozwoliłem odpocząć moim nogom (ale tylko na kilka godzin) i w poszukiwaniu atrakcji przygranicznych Czech wybrałem się w podróż samochodem. Z Tłumaczowa ruszyłem w kierunku wioski Sonov. Po drodze minąłem znaną mi doskonale karczmę i po kilku chwilach dotarłem na drugi kraniec wioski... To nie Polska szanowny panie, tu na utrzymanie kościoła trzeba tyrać Zwróciłem uwagę na sporą neogotycką kaplicę otoczoną wysokim murem. Przy kaplicy był niewielki cmentarz. Współczesnych grobów było niewiele. Przeważały nagrobki osób zmarłych jeszcze w czasach monarchii austro-węgierskiej. Kaplica była zdewastowana. Drzwi zabite kilkoma deskami. Widok był opłakany, ale normalny dla czeskiej wsi. Dowiedziałem się, że obecnie kaplica została odrestaurowana. Ktoś jednak zagląda na ten cmentarzyk, bo groby nie są zaniedbane. W Sonov żyje zaledwie kilka, może kilkanaście katolickich rodzin... Czesi w zdecydowanej większości są ateistami - nawet 80 procent. Katolicy to niecałe 10 procent społeczeństwa. Kilkaset metrów za wsią (ostry zjazd do Broumov), z daleka widać stojący w szczerym polu na niewielkim wzgórzu kościół. Los budowli nie należy do ciekawych. Świątynia została zdewastowana upływającym czasem, ale widać także niszczącą rękę człowieka. Kościół pod wezwaniem świętej Małgorzaty powstał w pierwszej połowie XVIII wieku. Teren wokół kościoła względnie zadbany. Co prawda przed świątynią wyrosły spore krzaki, ale wydeptana ścieżka świadczyła, że ktoś tu zagląda. Udało mi się ustalić, że w ubiegłym roku został częściowo odnowiony – naprawiono dach i poprawiono fatalny stan elewacji. Kilka dni później dowiedziałem się, że parafią kieruje ksiądz, prawdopodobnie Czech z domieszką polskiej krwi. Miałem okazję zamienić z nim kilka zdań. Nie był rozmowny. Na moje pytanie, jak sobie radzi z tym wszystkim, machnął z rezygnacją ręką i skwitował (w języku polskim, z dziwnym czeskim akcentem) moje pytanie krótko – To nie Polska szanowny panie, tu na utrzymanie kościoła trzeba tyrać – powiedział. - Moi parafianie nie są w stanie utrzymać kościoła, a tym bardziej mnie. Mało nas, ale jeśli są tu wierni, to przecież musi być i ksiądz - po czym wsiadł na rower i odjechał. Dowiedziałem się, że ów ksiądz pracuje na terenie Polski. Zajmuje się uprawą niewielkiego pola. Podobno widywano go orzącego pole – koń i zwykły pług. Wszystkie zarobione pieniądze przeznacza na kościół. Szanują go nawet ludzie niewierzący. No cóż, mój kolega, który jest proboszczem małej parafii we Francji powiedział mi 5 lat temu, że nie wszędzie jest tak łatwo jak w naszej Ojczyźnie. - Tam trzeba walczyć o każdego człowieka, bo ludzie nie są tak przywiązani do kościoła jak w Polsce. Trzeba tym ludziom zaoferować coś ciekawego i nie urazić ich, bo można zostać z wielkim kościołem bez wiernych.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz