Kultura

Zamknij

Pisarka przed zintegrowaniem. Olga Tokarczuk w Kutnie o Księgach Jakubowych

21:33, 19.02.2015
Wczoraj w Centrum Teatru Muzyki i Tańca w Kutnie odbyło się pierwsze z nowego cyklu pt. Między słowami spotkanie z twórcami. Pomysłodawczynią i prowadzącą cykl spotkań ze znakomitościami literatury polskiej jest Aleksandra Kołodziejek, a jej pierwszym gościem była pisarka Olga Tokarczuk.

Prowadzone przez Kołodziejek z dużą swobodą spotkanie było niewątpliwie zachętą do sięgnięcia po ostatnią książkę pisarki "Księgi Jakubowe" (Wydawnictwo Literackie). To ona właśnie była wielką, rewelacyjną bohaterką wieczoru. Do Rohatyna na Podolu w 1752 roku przybywają kasztelanowa Katarzyna Kossakowska i poetka Elżbieta Drużbacka. Jednym z gości na powitalnej kolacji jest miejscowy proboszcz Benedykt Chmielowski, autor pierwszej polskiej encyklopedii. Ksiądz i poetka niemal natychmiast znajdują wspólny język. Potem będą pisać do siebie długie listy. Na Podolu pojawia się też charyzmatyczny Żyd - Jakub Lejbowicz Frank, który zaczyna głosić idee dzielące społeczność żydowską. Jedni uważają Franka za heretyka, inni za Mesjasza. Zdobywa on oddanych sobie uczniów i jego sekta, ruch, idea wkrótce może odmienić bieg historii. Z historii, której uczymy się w szkołach niewiele wiemy o frankistach. Na szczęście ich losy i wpływ na świat możemy poznać nie tylko z naukowych pozycji, ale i właśnie z epickiej historycznej powieści Tokarczuk.

Aleksandra Kołodziejek na początku rozmowy wspomniała o przeprowadzanym wśród odbiorców kultury w Kutnie sześć lat temu plebiscycie, to właśnie autorka m.in. "Biegunów" czy książki "Prawiek i inne czasy" została jego główną laureatką. Pożądana przez mieszkańców Kutna była tak długo, ile właśnie pisała swoją wielką powieść historyczną o losach Jakuba Franka. Jak wczoraj powiedziała pisarka, te lata musi teraz nadrabiać, bo skupienie na pisaniu Ksiąg spowodowało jej totalne wyłączenie ze świata zewnętrznego.

- Ponad roku temu skończyła pani pisać "Księgi Jakubowe", przez ten czas zapewne zmieniła pani stosunek do niej. Jaka to jest teraz relacja, czy jest pani od niej uwolniona? Czy jest pani już skupiona na nowych rzeczach? - pytała prowadząca spotkanie.

- Jestem w stanie przejściowym. Z radością zapominam jej szczegóły. Cieszę się, że ten moment uwolnienia nadchodzi, bo przez te lata to nie tylko była intensywna praca, bo ja pisałam po kilkanaście godzin dziennie, ale też miałam jakiś rodzaj obsesji. Nie mogłam na przykład czytać żadnych cudzych powieści, interesowało mnie tylko to co związane z XVIII wiekiem, z Żydami czyli rzeczy które kręciły się wokół powstającej książki. Rzeczywiście gdyby trwało to dłużej bałabym się o swój stan zdrowia psychicznego - odpowiedziała Olga Tokarczuk. - Cieszę się, że Księgi powoli odchodzą ode mnie. Kiedy jechałam do Państwa szeroką autostradą, gdzie jest mało bodźców, zaczęłam czuć, że już mnie interesuje coś innego, że coś innego wymyślam. Trochę się czuję, jakbym wróciła po takim długim odlocie, po długiej chorobie. To zapominanie jest zdrowym objawem. Do poprzednich książek mam podobny stosunek, one po pewnym czasie wyraźnie odchodzą ode mnie.

- A moment kiedy kończyła pani Księgi był momentem ulgi czy żalu? - pytała Aleksandra Kołodziejek.

- Był to moment ulgi, pod koniec pisania świadomie już nie rozwijałam wątków. Zostało tam jeszcze wiele takich punktów węzłowych, które można było pociągnąć. Kusiło mnie rozwinąć na przykład wątek żony Mickiewicza, pochodzącej z frankistów, wkroczyć wyraźniej w XIX wiek, ale jednocześnie czułam wewnętrzny opór i byłam zmęczona - mówiła pisarka. - Przekroczyłam o rok termin wydania tej książki więc byłam też już naciskana przez wydawnictwo. Po miesięcznym urlopie jaki zrobiliśmy sobie z mężem, czekali już na mnie redaktorzy, konsultanci, korekta, po kilku miesiącach dobieraliśmy ilustracje, które wcześniej zebrałam. Zaczęła się również praca z Alkiem Radomskim, który książkę składał. Alek jest tak skromny, że nawet nie pozwolił umieścić w książce swojego nazwiska, a znakomicie edytorsko tę książkę zrobił, pięknie dobrał czcionki, nawiązując do baroku, umiejętnie powkładał ilustracje.

- Kiedy w pani życiu pojawiła się ta historia? Kiedy pojawił się w nim Jakub Frank?

- W młodości słyszałam o frankistach w kontekście żony Mickiewicza, dość tajemniczej historii. W 1996 roku natknęłam się w księgarni na opracowanie "Księgi slów pańskich" czyli takiego spisu wykładów, anegdot, przypowieści Franka, to bardzo chaotyczny, kuriozalny tekst pisany łamaną polszczyzną. Tekst zawiera wiele tajemniczych odniesień do kabały, do obyczajowości tej sekty, bardzo dokładnie przeczytałam tę książkę, która odesłała mnie do tego, co znalazłam o frankistach w polskich bibliotekach - opowiadała Tokarczuk. - Kiedy już naczytałam się wielu źródeł wiedziałam, że mam do czynienia z ogromną epicką opowieścią, która jest po prostu niesamowita. Z kolei do tych opowieści porządek wprowadziła książka Aleksandra Kraushara, wydana w 1895 roku, którą również przeczytałam, oczywiście pozostawia ona i tak wiele nieodkrytych wątków. Zdałam sobie sprawę, że wszyscy mieli kłopot z Frankiem, i Żydzi i chrześcijanie. Przeżyłam bardzo wzruszający moment, kiedy natknęłam się na pierwszą powieść o Franku, która nie została opublikowana, pozostała w rękopisie i może dobrze, bo jest nieudolnie napisana nie wiedzieć czemu w formie panegiryku. Miałam na pewno do czynienia z wielkim tematem, którego energia po prostu mnie poniosła. Musiałam wymyślić metodę pisania powieści historycznej, bo przecież wcześniej takiej nie pisałam, co więcej nie pisałam tak długo i takiej grubej książki. A opowiada ona historię 50 lat, kilkunastu osób, które na dodatek nie raz i nie dwa zmieniają nazwiska. Wcześniej nie byłam też specjalistką mistycyzmu i tradycji żydowskiej.

- Frank nie jest jedyną postacią tej książki. Gdzieś równolegle toczy się historia księdza Benedykta. Pani sobie wyjątkowo ukochała tę postać, prawda? - spytała gospodyni wieczoru.

- Ksiądz Benedykt Chmielowski był moją ukochaną postacią właściwie od młodości. Już jako nastolatka gdzieś znalazłam wydanie skrócone "Nowych Aten". Muszę przyznać, że woziłam tę książkę ze sobą w podróże, bo to książka jak kompendium, encyklopedia. Kiedy zajęłam się Frankiem, zdałam sobie sprawę, że ten mój ksiądz Chmielowski mieszka w tamtych czasach 6 km od Rohatyna, gdzie jest gniazdo frankistów - odpowiadała pani Olga. - Gdybym byłam naukowczynią na uniwersytecie nie mogłabym dokonać takiego zabiegu jak splecenie tych losów, ale dla pisarki to wymarzona sytuacja. Zetknięcie tych dwóch postaci jest wytworem wyobraźni, spekulacji, założyłam że świat nie był taki duży jak dzisiaj, a ludzie byli ruchliwi, więc ksiądz mieszkający w Firlejowie musiał się jakoś mijać po drodze z resztą bohaterów. Podobnie do książki włożyłam Elżbietę Drużbacką, zapomnianą barokową poetkę, którą bardzo cenię i uważam za bardzo dobrą pisarkę. Nie rozumiem, że ona się jakoś nie pojawia w Polsce nigdzie, nie ma skweru im. Drużbackiej, albo ulicy albo szkoły itd.

Świat stworzony przez Tokarczuk w "Księgach Jakubowych" jest mięsisty, gęsto utkany, poznajemy szczegóły życia codziennego, mody tamtego czasu, menu, obyczajowości i rytuałów. Autorka uważa za bardzo ważne i ciekawe poznawanie historii poprzez właśnie pełnię życia codziennego, rolę zwierząt, kobiet, bo przecież jesteśmy ciekawi co na przykład jedli, jak się kochali czy choćby gdzie chodzili do toalety ludzie żyjący 200, 300 lat temu.

Aleksandra Kołodziejek nawiązała do świata kobiet w książce-bohaterce wieczoru.

- Trzymam się mojej nadrzędnej idei czyli równania postaci kobiecych z męskimi. O ile mężczyźni są pełnoprawnymi, pełnowymiarowymi postaciami literackimi, o tyle kobiety wiele mniej, w historii ich brakuje. Ich rolę pomijano, stawały się żonami, matkami, a przecież gdyby tak poskrobać to taka Katarzyna Kossakowska, arystokratka nie mogła być ani posłanką na sejm, nie mogła głosować, mogła być gospodynią albo szarą eminencją. I te kobiety z ambicjami politycznymi mogły właśnie pełnić taką rolę. Kossakowska jeździła na sejmy, nie brała oczywiście w nich udziału, ale robiła herbatki, obiady, na których rozmawiała i i snuła intrygi. Miała potężny wpływ na różne stronnictwa polityczne - mówiła pisarka. - Wprowadzam kobiety na siłę do powieści, aby doprowadzić do równowagi, która przecież jest bliższa rzeczywistości, bo przecież nie ma świata bez kobiet. Tylko ich nie widzimy. Podam przykład kobiet Solidarności, po tych dwudziestu latach okazało się w Polsce, że w Solidarności było więcej mężczyzn, że to oni są ważni, że to oni są na stanowiskach, czy mają poważne role. Zupełnie świadomie poświęcam kobietom sporo miejsca w swoich książkach. Wśród Żydów kobiety jeśli nawet nie umiały pisać to były prorokiniami, mówiły że śniły o czymś, miały widzenia, lub wróżyły z czegoś i w ten sposób ujawniały swoje opinie i miały niemały wpływ na rzeczywistość.

- Ciekawe też jest podejście Franka do kobiet, nieco sekciarskie. Miał chyba ambiwalentny do nich stosunek. Z jednej strony traktował je przedmiotowo, a z drugiej powierzał ważne role. One są przecież jego strażniczkami - wtrąciła prowadząca spotkanie.

- To jest dość podobne do tego co teraz się dzieje. Kobiety są od brudnych spraw, w polityce dostają mniej ważne ale trudniejsze teki ministerialne, przed wyborami, jak się już nikomu nie chce z niczym męczyć, premierem robi się kobietę, żeby się ubabrała w tym wszystkim - mówiła Tokarczuk. - A po wyborach wejdzie ktoś kto będzie się pięknie prezentował i pięknie rządził. Te mechanizmy są po prostu właściwe dla świata męskiego. Ta książka pomimo, że jest historyczna, pisana jest przez osobę, która żyje współcześnie i współcześnie rozumie mechanizmy społeczne. Nie ukrywam, że jestem feministką i że taka myśl przeorała nam trochę świadomość i teraz już inaczej myśleć nie można.

Na spotkaniu dowiedzieliśmy się również o tym, jak powstawał scenariusz-adaptacja książki pt. "Prowadź swój pług przez kości umarłych". Film Agnieszki Holland będzie miał, jak zaznaczyła pani Olga, normalny krótki tytuł, "Pokot". Już jest po castingu, wybrane zostały też miejsca na kręcenie scen. Pozostaje zatem wielbicielom pisarki cierpliwie czekać na film.

Po pytaniach Kołodziejek przyszedł czas na rozmowę z czytelnikami. Na szczęście nie brakowało wśród nich odważnych i również tych, którzy przeczytali już 900-stronicowe "Księgi Jakubowe". Agnieszka Dąbrowska-Walczak, instruktor plastyki z Kutnowskiego Domu Kultury zwróciła uwagę na niesamowitą plastyczność i obrazowość opowieści. Zachwyciła się bowiem opisami ówczesnej mody, szczegółów wystroju wnętrz czy codziennego menu.

- Czy panią, autorkę "Ksiąg Jakubowych" można poznać w postaci księdza Benedykta? - spytał Czytelnik.

- Wydaje mi się, że im mniej jest własnego ja w pisarzu, tym lepiej. Dlatego staram się unikać tych wszystkich form pisania, które polegają na podkreślaniu własnego ja, własnej biografii, postrzegania świata, bo wydaje mi się, że tracę wtedy umiejętność utożsamiania się z innymi postaciami, a póki co zamierzam jeszcze napisać kilka powieści i chciałabym sobie tę wieloraką osobowość popielęgnować zanim się zintegruje na zawsze - odparła Tokarczuk.

Rozległ się śmiech publiczności. Nikt chyba na tej sali nie chciałby szybkiej "integracji osobowości wielorakiej" pani Olgi, bo jej książki wielu z nas towarzyszą w życiu nieprzerwanie. Rozmowa jeszcze trochę kręciła się wokół ostatniej książki Tokarczuk, ale padały również pytania dotyczące wcześniejszych pozycji autorki. - Która książka, pierwsza czy ostatnia jest dla pani najważniejsza? - zapytał Krzysztof Ryzlak, kierownik CTMiT.

- Pierwsza jest ważna, bo dostąpiłam jakiejś inicjacji, pamiętam jak zobaczyłam okładkę "Podróży ludzi Księgi" to miałam takie wrażenie, że nie będę już nigdy osobą sprzed pisania książek. Ale jej specjalnie nie lubię i nie wydaję jej więcej. Książka ostatnia jest zawsze ważna, bo w jakiś sposób w niej tkwię jeszcze. Wydaje mi się, że swój warsztat, metodę pisania określiłam wyraźnie w "Biegunach". Stworzyłam tę książkę od początku do końca - odpowiedziała pisarka. - W warstwie psychologicznej bliska i najważniejsza jest dla mnie "Anna In w grobowcach świata", to taka malutka książka, wydana w Znaku, już niedługo znów się pojawi w księgarniach. Wydaje mi się szczególna, wykracza ponad czas, głęboko się identyfikuję z opowiedzianą tam historią. To jest takie moje wyjątkowe dziecko, szczególnie utalentowane, ale nie takie piękne i spektakularne.

Pytań do pani Olgi zapewne byłoby znacznie więcej, bo kto ją trochę zna z wywiadów i książek, wie że to życzliwa, bardzo sympatyczna gaduła. Ale wszystko co dobre niestety się kończy i tak skończyło się spotkanie z wielką pisarką w Kutnie. Udany debiut Aleksandry Kołodziejek, pomysłodawczyni i gospodyni wieczoru pozwala mieć nadzieję, że w tym roku jeszcze przynajmniej trzy razy będziemy uczestniczyć w tak dobrze prowadzonych spotkaniach z gwiazdami polskiej literatury. A gośćmi "Między słowami" w Centrum będą Joanna Bator, Mariusz Szczygieł i Grażyna Jagielska. Już dziś zapraszamy.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (20)

Tarak StanisławaTarak Stanisława

4 0

Cudowne spotkanie. czytelnik

22:10, 19.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Lacroix ParysLacroix Parys

4 0

"Prowadzone przez Kołodziejek z dużą swobodą spotkanie " - rzeczywiście - określiła to pani dość eufemistycznie... należałoby popracować nad opanowaniem swoich reakcji przez prowadzącą...

07:41, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Rzadkiewicz OlaRzadkiewicz Ola

3 0

Ta swoboda to naturalność i żadnych podtekstów proszę się nie doszukiwać. A jeśli pan pisze o tremie czy zdenerwowaniu to chyba każdy człowiek, szczególnie robiący coś pierwszy raz, ma prawo być zaniepokojony. Pani Ola zresztą jeśli w ogóle miała tremę, to wdzięcznie ją zasłaniała. pozdrawiam

07:54, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:9
Odpowiedz

Jacynicz Aaron,Jacynicz Aaron,

1 0

o jakich "reakcjach" Pan mówi? chętnie nad nimi popracuję, jeśli rzeczywiście były tak rażące, proszę o wskazówki

09:02, 20.02.2015

Jacynicz Aaron,Jacynicz Aaron,

1 0

pozdrawiam serdecznie

09:03, 20.02.2015

Jacynicz Aaron,Jacynicz Aaron,

1 0

Ola Kołodziejek

09:03, 20.02.2015

Dzbanuszek SymeonDzbanuszek Symeon

2 0

np. drapanie się po ramionach...

09:07, 20.02.2015

Jacynicz Aaron,Jacynicz Aaron,

2 0

najmocniej przepraszam

09:08, 20.02.2015

Jacynicz Aaron,Jacynicz Aaron,

1 0

może rzeczywiście za bardzo byłam sobą pozdrawiam serdecznie, Ola Kołodziejek

09:09, 20.02.2015

Habicht ZenobiuszHabicht Zenobiusz

5 0

Pani Olu! Było super! Naturalnie i profesjonalnie zarazem.

13:51, 20.02.2015

Habicht ZenobiuszHabicht Zenobiusz

1 0

P. S. Prozę p. Tokarczuk bardzo cenię. Rozmowa z autorką mojego ukochanego "Prawieku" była niezwykle interesująca. Pewnie ze względu na objętość nie sięgnęłabym po "Księgi", a przekonałam się, że warto podjąć trud lektury. Już się cieszę na kolejne spotkania "Między słowami" (kuszące nazwiska)! Pozdrawiam!

14:11, 20.02.2015

Dołowy MateuszDołowy Mateusz

1 0

Bardzo się cieszę i zapraszam! Ola Kołodziejek

15:03, 20.02.2015

Kościesza WojciechKościesza Wojciech

2 0

Nie byłem na spotkaniu i nie oceniam, czemu w większości niemerytoryczne komentarze?

13:45, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Ostapow EmilianOstapow Emilian

1 0

a ja mam pytanie-ile ten gość pani Kołodziejek kosztował? I kto poniósł koszty sprowadzenia pani Olgi i koszty wynajęcia CTMiT? Skoro to był gość pani Kołodziejek ,to czemu nie przyjęła go w domu?

14:49, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Dołowy MateuszDołowy Mateusz

5 0

Drogi Panie Emilianie Ostapow, Olga Tokarczuk była jak najbardziej gościem CTMiT, wszak cykl "Między słowami" to cykl organizowany przez CTMiT, a ja byłam tego spotkania gospodarzem, prowadzącą, moderatorem (jak tam sobie Pan chce to nazwać). Można więc powiedzieć, że Pani Olga była również moim gościem Bardzo chętnie przyjęłabym ją w domu, ale niestety nie pomieściłby on takiej ilości osób, jaka pojawiła się na spotkaniu, pozdrawiam serdecznie, Ola Kołodziejek

15:00, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Czeczel KlemensCzeczel Klemens

5 0

To już trzeba być chyba na coś chorym aby zadawać takie pytania. A czemu pani Magdalena Konczarek zaprosiła Bliklego? Za czyje pieniądze? A może powinna zaprosić go do domu?

15:38, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:3
Odpowiedz

Czeczel KlemensCzeczel Klemens

2 0

Jeszcze zapytam ile kosztowała Anna Dymna, którą gościła pani Magda w bibliotece?

15:40, 20.02.2015

Wiedeńczyk AlbinWiedeńczyk Albin

2 0

Pani Anna Dymna była gościem nas wszystkich uczestniczacych . Skończe te sarkazmy

21:32, 20.02.2015

Pam WawrzyniecPam Wawrzyniec

1 0

Nie byłem ,ale co tu czytam to...Zamiast cieszyc sie ,ze ktos odwiedza nasze Kucienko i mozna sie spotkac itd to...Ludzie jutro niedziela i zajrzyjcie do sumienia i...

22:37, 21.02.2015

Wilkowszczankaf WargWilkowszczankaf Warg

3 0

Do pani prowadzącej ! Proszę nie przyjmować do siebie znacznej części uwag krytycznych - tak już jest - jeden z aforystów , chyba Wiech, mówił - krytyk i eunuch z jednej są parafii każdy wie jak , żaden nie potrafi ! Pisarka z górnej półki , zawsze komuś coś się nie podoba , widać dybuk jeszcze kręci się po naszym mieście! stąd te nonsensy ! Bez ochów i achów - było dobrze ! łamed wownik !

23:01, 20.02.2015
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%