Kultura

Zamknij

Pętla czasu. Opowiadanie Marty Gruszkiewicz z Kutnem w tle

09:10, 16.03.2013
W czasie ferii w Kutnowskim Domu Kultury odbywały się warsztaty Akademii Literatury. Młodzież szkolna nie waliła na nie drzwiami i oknami, jednak w sztuce i w literaturze zupełnie nie liczy się ilość, za to ogromne znaczenie ma jakość. Ta jakość wymaga poświęcenia i trudu. Tym razem warsztatowicze mieli napisać opowiadanie z Kutnem w tle. Marta Gruszkiewicz – uczestniczka warsztatów i zajęć Akademii Słowa pod okiem prowadzącego warsztaty Artura Fryza napisała Pętlę czasu, którą dziś debiutuje na łamach eKutno.pl.

Marta Gruszkiewicz

Pętla czasu

W Kutnie na dworcu kolejowym czas płynie zupełnie inaczej. Kiedy jest mi źle, co czasem zdarza się gimnazjalistce, lubię zajść tam bez specjalnej potrzeby, po prostu, żeby pooddychać atmosferą podróży. Mimo że dzień jest mroźny, bo za oknami pada śnieg, to każdy człowiek ma tu swoją ścieżkę w przestrzeni i czasie, tak jak ślady butów na ciemnogranatowej posadzce. Mokre znaki zostawiane przez nie po chwili stają się mało widoczne. Tworzą trudny do odczytania wzór. Hall dworcowy wydaje się mały, może przez ciemną barwę ścian i czarny kolor kolumny. Niewielka grupa osób czeka na pociąg. Jedni zmierzają do kasy, by kupić bilet, drudzy spoglądają na rozkład jazdy pociągów, a jeszcze inni czytają książki i słuchają muzyki. W ciszy oczekiwania słychać strzępy rozmowy dwóch mężczyzn. W palecie barw poczekalni odgrywają swoją rolę również jaskrawe odcienie, wśród których dominuje biały. Romby lamp umieszczone nad głowami pasażerów i duże okna dają poczucie bezpieczeństwa i niewinności. Przez oszklone półłuki okien i drzwi wpada do wnętrza krystalicznie świeże światło, rozświetlając półmrok i dając już przedsmak eskapady.

Tego wszystkiego, co wdziera się w codzienność i obiecuje jakieś inne dale. Megafonowy głos zapowiada pociąg do Gdańska, który odjedzie o godzinie 14.25. W samym środku Polski nagle jakby powiało morską bryzą. Starszy mężczyzna w długim szarym płaszczu i włóczkowej kolorowej czapce podnosi się z ławki, rusza w kierunku peronu. Wychodzi w światło tańczące z płatkami śniegu. Automatyczne drzwi zamykają się za nim cicho. Nagle spostrzegam leżącą w miejscu, gdzie przed chwilą siedział białą, choć mocno przybrudzoną, pękatą kopertę. Zrywam się szybko. Podnoszę ją z ławki i biegnę za podróżnym. Na peronie pociąg już szykuje się do odjazdu, konduktor gwiżdże. Rozglądam się, ale mężczyzna musiał już wsiąść do pociągu. Biegnę w stronę konduktora, który jednak też już wskakuje na stopnie ruszającego wagonu. Nie zdążyłam. Oglądam uważniej pakunek. Nie ma na nim żadnych napisów, nic co byłoby jakimkolwiek znakiem właściciela. Wchodzę do dworcowej kawiarenki, zamawiam espresso i siadam przy stoliczku. Powoli, ostrożnie rozdzieram kopertę. Wyciągam z koperty talię starych zdjęć. Właściciel kawiarenki podał kawę. Stawiam przed sobą filiżankę parującą mocnym gorzkawym aromatem i zaczynam oglądać fotografie. Na pierwszej dostrzegam starego mężczyznę siedzącego na ławce w parku, a obok niego siwiejącą kobietę. Trzymają się za ręce i patrzą prosto w obiektyw aparatu. Na drugim młody mężczyzna stoi obok dziewczyny z kwiatami. W tle widać wieżę Eiffla. Mogę się tylko domyślać, że to zdjęcie zrobiono w czasie miesiąca miodowego, bo para wygląda na szczęśliwą. Kolejne pochodzi z czasów studenckich. Uśmiechnięty chłopak w stroju akademickim, otoczony przez swoich rówieśników, trzyma w dłoni certyfikat ukończenia nauki szkolnej. Kiedy przyglądałem się uważniej zdjęciu, nagle rozpoznaję swoich obecnych przyjaciół z klasy drugiej gimnazjum, ale o kilka lat starszych. Zaintrygowana sięgam po kolejne zdjęcia. Na ostatnim z nich widzę dziecko, które stoi obok kobiety. Wygląda na jakieś cztery lata. Za postaciami, w tle zniszczona kamienica, a na niej napis: Narutowicza. To niemożliwe, a jednak na tym zdjęciu rozpoznaję siebie wraz z sąsiadką z podwórka. Mężczyzna, który zostawił tę kopertę miał w niej też moje zdjęcia. Przeglądam jeszcze raz je wszystkie i nagle rozpoznaję podobieństwo do siebie w starej kobiecie, w dziewczynie przed wieżą Eiffla. Czuję jakby czas hamował z piskiem i równocześnie ruszał z niesamowitą prędkością. Przeglądam zdjęcia jeszcze raz. Kim był ten nieznajomy mężczyzna? Czy są takie miejsca, gdzie czas nagle wykonuje akrobatyczną figurę zwaną w lotnictwie pętlą, powracając na chwilę z przyszłości? Czuję, że muszę ochłodzić twarz. Pytam właściciela kafejki o toaletę. Nad umywalką nabieram w dłonie lodowato zimnej wody, chłodzę twarz i kark, rozcieram wodę na skroniach. Wracam. Na stoliku, gdzie zostawiłam kopertę i zdjęcia, znajduję tylko opróżnioną do połowy filiżankę z kawą. Pytam mężczyznę za ladą o to, co stało się z kopertą. Wzrusza ramionami. – Nic nie widziałem. Musiałem na chwilę wyjść na zaplecze, ale swoją drogą nie spostrzegłem też, abyś przeglądała jakieś zdjęcia. Rozglądam się bezradnie. Megafonowy głos zapowiada pociąg do Kołobrzegu, który odjedzie o godzinie 14.25. Ruszam pędem w stronę poczekalni.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ekutno.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas redakcja@ekutno.pl lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%