Zamknij
REKLAMA

Spacerem po Kutnie. Śladami Doktora Troczewskiego

14:54, 02.08.2020 | TPZK
Skomentuj
REKLAMA

Wczoraj kolejny raz licznie zgromadzeni mieszkańcy Kutna i okolic wyruszyli z Towarzystwem Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej w blisko dwugodzinny spacer.

W sobotę przewodnikiem był Stanisław Wojdecki. Spacerowicze dowiedzieli się o tym kiedy i w jakich okolicznościach dr Troczewski przyjechał do naszego miasta i jakie zrobiło ono na nim wrażenie. Na trasie dzisiejszego spaceru znalazło się miejsce, gdzie niegdyś funkcjonowała ochronka doktorstwa Troczewskich, kamienice przy ul. Narutowicza i Placu Piłsudskiego, w których małżonkowie mieszkali, Dom Dochodowy Straży Ogniowej, Szkoła Realna Polskiej Macierzy Szkolnej (obecny Zespół Szkół Zawodowych nr 2 im. Dr. A. Troczewskiego) oraz miejsce gdzie z inicjatywy doktora usypano kopiec Kościuszki.

Stanisław Wojdecki bardzo szczegółowo opowiedział zebranym o wszystkich aspektach działalności Troczewskiego - o instytucjach, których powstanie zainicjował, w których się udzielał, o akcjach w jakie się angażował.  W ramach "smaczku" spacerowicze odwiedzili obecny Urząd Stanu Cywilnego, potocznie nazywany "willą doktora", w której państwo Troczewscy mieszkali w latach 1910-1920.

O tym kto zbudował budynek, o jego cechach architektonicznych i o tym, co na przestrzeni lat się w nim znajdowało opowiedziała Aleksandra Szafrańska-Dolewska.

Spacerowicze mogli zobaczyć pięknie odrestaurowane wnętrza willi - salę ślubów, pokój do składania nowożeńcom życzeń, pomieszczenia Centrum Dialogu Społecznego i salkę konferencyjną.

Sobotni spacer swoją obecnością uświetnili wyjątkowi goście. Wśród zgromadzonych pojawili się sami Państwo Troczewscy.  W ich rolę wcielili się Ewa Grząślewicz i Sławomir Małas.

Zadanie pn. „Spacerem po Kutnie” dofinansowane jest ze środków finansowych  Miasto Kutno.

(TPZK)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (13)

HjkkHjkk

1 0

Grazia nie odpuszcza... 21:49, 02.08.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

WariatWariat

0 1

Ciszej głąby nad tymi trumnami!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 21:57, 02.08.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

IdiotkaIdiotka

0 0

Trzeba z Żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe:
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Trzymaj się pięknej treści i bądź w dobrej formie Wariat !!! Pa!



00:33, 03.08.2020

Odpowiedzi:3
Odpowiedz

Chyba takChyba tak

1 0

Co racja to racja! Lubię słuchać mądrych rad od mądrych ludzi...Czas wreszcie odciąć się od osób, które są przeszłością i zrobić w sercu miejsce dla nowych, które będą moją przyszłością. Dziękuję za cenną sugestię👍 06:52, 03.08.2020


IdiotkaIdiotka

0 1

"Chyba tak"!!!... Zakochałam się w Tobie, nie chyba ale na pewno, Wariacie.... A Ty ? 11:28, 03.08.2020


Chyba takChyba tak

1 0

Nie chyba, tylko na pewno już mnie przeszło:) 11:48, 03.08.2020


Penisawski WiesiekPenisawski Wiesiek

0 1

Nic tak życia nie upiększy...
Jak nowa baba i jeden głębszy.
Zawsze o sobie miałem dobre mniemanie
i niech tak zostanie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
07:18, 03.08.2020

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

Oby upadek był bolesOby upadek był boles

1 1

Wierzy w to, co słyszy, chwali, co sam czyni, nie zważa na to, do czego zmierza – w taki sposób św. Bernard z Clairvaux (1090-1153) rozpoczął charakterystykę człowieka znajdującego się na szóstym stopniu pychy. W dziele O stopniach pokory i pychy (WAM, Kraków 1991, s. 75-76) cysterski opat opisał dwanaście poziomów upadku duchowego człowieka. Jednym z nich jest zarozumiałość. We współczesnej polszczyźnie zarozumiałym nazywamy kogoś, kto uważa siebie za lepszego i mądrzejszego od innych, kto okazuje, że ma o sobie wygórowane mniemanie. Osoby troszczące się o doskonalenie swego charakteru powinny przyjrzeć się, jak w XII wieku postrzegał tę kwestię Biały Opat i zastanowić się, nad czym jeszcze warto popracować.

Św. Bernard z Clairvaux w następujący sposób opisał człowieka, którego cechuje zarozumiałość: Nie myśli o intencji działania, uzależnia się od ludzkiej opinii. I ten sam, który we wszystkim bardziej dowierza sobie niż komukolwiek – gdy chodzi o sprawy osobiste, więcej wierzy innym. Tak więc nie tylko w słowach oraz spełnianych dla wyróżnienia się i popisu uczynkach wynosi się swą pobożnością, ale całym sercem wierzy, iż rzeczywiście jest doskonalszy od wszystkich. Okazywanych mu względów nie przypisuje nieświadomości lub uprzejmości chwalącego, lecz swoim własnym zasługom (XV. 43).

Doktor Kościoła daje do zrozumienia, że problem sprowadza się do przeniesienia uwagi z troski o własny rozwój wewnętrzny na zainteresowanie opinią zewnętrzną. Szósty stopień pychy koncentruje człowieka na dobrym mniemaniu o sobie i zewnętrznej opinii, wskutek czego przestaje on dostrzegać długofalowe konsekwencje dokonywanych czynów – nie zważa na to, do czego zmierza. Człowiek zadzierający nosa wcale nie patrzy w niebo. Zaślepienie pychą sprawia, że przestaje gruntownie badać następstwa swoich działań. Sprawa jest poważna, ponieważ w ostateczności taka postawa może doprowadzić do wiecznego zatracenia.

Uzależnienie od ludzkiej opinii sprawia, że człowiek zarozumiały nie analizuje intencji podejmowanych przez siebie działań. Nasuwa to bardzo wyraźne skojarzenie z nauką Pana Jezusa zachęcającego, by praktyki pobożne, takie jak modlitwa i post, spełniać nie ze względu na ludzi, ale ze względu na Boga Ojca, który widzi w ukryciu (por. Mt 6, 5-18). Człowiekowi zarozumiałemu jednak łatwiej polegać na zewnętrznej opinii, gdyż tak naprawdę nie żyje on w jedności z Bogiem. Zapatrzony w siebie i przekonany o własnej wyższości sądzi, że sam wie wszystko najlepiej. Gdy jednak chodzi o życie duchowe, traci orientację.

Pozory pobożności są dla zarozumialca okazją do wyróżnienia się i popisywania przed ludźmi. Tragiczne w tym wszystkim jest to, że pod wpływem łatwowierności otoczenia w pewnym momencie człowiek taki sam ulega czarowi obnoszonej publicznie maski. Wskutek tego zaczyna mocno wierzyć, że rzeczywiście przewyższa innych ludzi. Samozakłamanie sprawia, że nie potrafi już właściwie rozumieć tego, co się wokół niego dzieje, a okazywane mu względy przypisuje własnym zasługom. Człowiek pokorny potrafi w pochwałach dostrzec uprzejmość lub ewentualnie brak pełnej świadomości u chwalącego, natomiast zarozumialec jest przekonany, że słowa uznania ze strony innych w pełni mu się należą... 08:50, 03.08.2020


Tairaw Tairaw

0 1

Mądrze przepisujesz, mogę Cię zabrać do Włoch pod Warszawą, wyjeżdżam po powrocie z Radomia! 09:42, 03.08.2020


MadziaMadzia

0 1

Wiesio jest pyszny i już...
A Ty wyżej jesteś tchórz!
Nawet się nie podpisałeś,
co myślisz, że wszystkie rozumy pozjadałeś?
Z Wiesiem mam zawsze w brzuchu motyle,❤️
a Ty motyle masz w tyle.............🔥🔥🔥🔥🔥🔥🔥 09:36, 03.08.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Oby upadek był bolesOby upadek był boles

1 0

Chyba raczej Andzia... 10:14, 03.08.2020


ReniaRenia

0 1

A piszcie sobie co chcecie...
Tylko Bartosz z Wieśkiem podobają się każdej kobiecie.
Na pewno w naszym powiecie
, a kto wie, czy i nie na całym świecie !?! ❤️❤️❤️ 10:57, 03.08.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

IdiotkaIdiotka

0 1

Profesor Stephanie Ortigue z Uniwersytetu Syracuse wykazała w badaniach, że zakochanie zajmuje nie więcej niż 1,5 sekundy. Tyle czasu potrzeba, aby feromony osoby, która nam się podoba, dotarły do naszego nosa i otarły się o narząd lemieszowo-nosowy. To on decyduje, czy skład zapachu jest interesujący, czy nie. Jeśli tak, puszcza sygnał do podwzgórza w mózgu z informacją: "To ta" albo "To ten". I zaczyna się szalona jazda!
Gdy wpadamy w stan zakochania, w podwzgórzu produkowana jest fenyloetyloamina (PEA), która działa podobnie jak amfetamina. Zwiększone stężenie tego związku chemicznego sprawia, że odczuwamy radość i podekscytowanie. Nie możemy spać, miewamy napady duszności i obsesyjne myśli na temat ukochanej osoby. Karuzela miłości rozkręca się jeszcze bardziej, gdy zalewająca nas fenyloetyloamina odkręca kurek z noradrenaliną. Substancja ta odpowiedzialna jest za rumieńce na twarzy, przyspieszone bicie serca, podwyższone ciśnienie krwi czy brak apetytu.
Zakochany mózg oprócz fenyloetyloaminy i noradrenaliny produkuje jeszcze dopaminę, nazywaną hormonem szczęścia. Dzięki niej odczuwamy błogą przyjemność i zadowolenie. Gdy dopamina szaleje, zmniejsza się z kolei stężenie serotoniny, a więc stajemy się niespokojni, mogą się też pojawić problemy ze snem.
Pełen obraz osoby chorej z miłości dopełniają produkowane w dużej ilości hormony płciowe - kobiecy estrogen i męski testosteron. Wtedy pojawia się niepohamowany apetyt na seks.
Dzięki tym naturalnym dopalaczom zakochany człowiek czuje się wręcz uzależniony od drugiej osoby. Jej obecność jest mu potrzebna do życia, bez niej tęskni, usycha, nie może spać. Ale stan miłosnego uzależnienia nie trwa wiecznie. Zespół profesor Stephanie Ortigue dowiódł, że po mniej więcej dwóch latach chemia miłości po prostu przestaje działać. Organizm nie jest w stanie dłużej wytrzymać podwyższonych obrotów. To właśnie wtedy często spadają nam z nosa różowe okulary, przez które patrzyliśmy do tej pory na ukochaną osobę. Zaczynamy dostrzegać wady partnera, dopadają nas nuda i rutyna dnia codziennego. Wiele par rozstaje się właśnie po okresie zakochania. Bez motyli w brzuchy nie wiedzą, jak dalej żyć w związku.

Ci zaś, którzy się na to decydują, mają szansę na odkrycie nowych, równie ekscytujących wrażeń, tyle że już w stanie pełnej świadomości, nie tylko w oparach naturalnych narkotyków.

Namiętność pomału przechodzi w czułość. Zaczynamy się nie tylko pożądać, ale też myśleć o swoich potrzebach - pojawia się troska o drugą osobę. Łączą nas wspólne wspomnienia, przeżyte kryzysy. Jesteśmy nie tylko kochankami, ale też przyjaciółmi.

Wariacie "Chyba tak"!!! Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Cel uświęca środki. Nieznane są wyroki Niebios. Nie ma mocnych. U Amora każdy za terminatora. Może Cię jeszcze najdzie to co cię przeszło? Nigdy nic nie wiadomo. Nigdy nie mówi się nigdy. Do zakochania jeden krok... Najtrudniejszy pierwszy krok... Najgorzej to pierwszy raz - mówiła mrówka całując słonia. Amor, amor, amor................................................................ 12:48, 03.08.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA