Zamknij
REKLAMA

Epitafium dla Kazimierza Zyskowskiego

15:44, 13.03.2018 | Andrzej Mariusz Wieczorkowski
REKLAMA
Skomentuj

W lichym domu na obrzeżach Kutna, tam gdzie miasto pozbywa się swoich przegranych i ubogich, w małym pokoiku na piętrze mieszkał stary człowiek. Pokoik wypełniały książki, gazety i sterty papierów. Na stoliku stała otwarta maszyna do pisania; ciągle bowiem pisał, ale nie wyszedł z epoki przedkomputerowej. Część biednego mieszkanka zajmowała mata treningowa, na której ćwiczył jogę. Pomimo 85, lat jeszcze do niedawna, odbywał forsowne marsze, a nawet biegi treningowe. Pisał, czytał, ćwiczył.

Kazimierz Zyskowski – wiceprzewodniczący MKZ NSZZ „Solidarność” Ziemi Kutnowskiej podczas obrad MKZ-tu w siedzibie przy ul. Królewskiej 11. Jesień 1980 r. Fot.: A. M. Wieczorkowski ©.

W czasach, kiedy Kutno było jeszcze miastem, był barwnym elementem miejskiego pejzażu, często - z charakterystyczną torebką pełną zapisków i powycinanych z prasy artykułów - widywano go na ulicy Królewskiej, na różnych spotkaniach, sesjach i odczytach. Był przytomnym, acz sceptycznym, uczestnikiem życia samorządowego. „Wolnej Polsce” nigdy nie ufał. Był człowiekiem pogodnym, zawsze uśmiechniętym, mimo częstej biedy - radosnym. Z czasem coraz rzadziej opuszczał Łąkoszyn; mało kto go też odwiedzał. Miał rosochaty, twardy charakter, nie znał kompromisów, dlatego nie dorobił się wielu przyjaciół. Starość i ubóstwo dopełniły reszty.

W zapomnieniu żył i 3 marca 2018 roku umarł Kazimierz Zyskowski, legenda kutnowskiej „Solidarności”, członek założyciel pierwszego prezydium Związku, zastępca przewodniczącego „tamtej” - prawdziwej „Solidarności”. Z czasem, kiedy nikt nie będzie pamiętał o dzisiejszych władcach Kutna, każda książka o historii miasta, każda monografia, z szacunkiem pisać będzie o działaczu i współtwórcy kutnowskiej „Solidarności”, bezkompromisowym antykomuniście Kazimierzu Zyskowskim, za życia zepchniętym przez różową/różaną „wspólnotę” w niepamięć.

Życiorys Kazika to materiał na książkę, którą teraz już trudniej będzie napisać, gdyż nigdy nie chciał mówić wiele o sobie, nagrywać rozmów i udzielać wywiadów. Nie wiadomo co pozostało w jego papierach, nie wiadomo, czy prowadził jakieś zapiski osobiste.

Całe życie związany był z Kutnem. W latach 70. znalazł się Gdańsku, gdzie podjął pracę w słynnej stoczni. Wziął udział w Wydarzeniach Grudniowych. Znał się dobrze z Wałęsą, do którego - jeszcze w czasach, kiedy większość z nas żywiła uwielbienie - miał niezwykle krytyczny stosunek, „na skutek autopsji” – jak mówił. Mówił otwarcie o esbeckich powiązaniach Lecha, w co, oczywiście, nikt wówczas nie chciał wierzyć. Alle to ty Kaziu miałeś rację… Przyjaźnił się z Anną Walentynowicz, którą niekiedy odwiedzał na Wybrzeżu.

W symbolicznym epitafium nie jestem w stanie choćby naszkicować zawiłych dróg życiowych Kazika. Kiedy wybuchła „Solidarność” był pracownikiem fizycznym kutnowskiej „Agromy”. 20 listopada 1980 r. wszedł w skład historycznego prezydium MKZ NSZZ „Solidarność” Ziemi Kutnowskiej. Był delegatem na I Zjazd Krajowy NSZZ „Solidarność”. W Kutnie powierzono mu m.in. pion prasy związkowej. Został redaktorem naczelnym „Biuletynu Informacyjnego” kutnowskiego MKZ. Bowiem Kazimierz Zyskowski był zapalonym dziennikarzem. Robotnikiem - dziennikarzem. Samoukiem, który do wszystkiego dochodził mozolną pracą samodzielną. Jeszcze w czasach gdańskich pisywał do tamtejszych gazet głównie artykuły sportowe. Bo był również zapalonym sportowcem. Kazimierz Zyskowski wygrał życiową bitwę ze strasznym nałogiem, z jakiego udało się wyjść tylko niewielu. Sport mu w tym pomógł, on później prowadząc zaciekłą walkę ze społecznym alkoholizmem i pomagał powracać do życia innym.

Został internowanym 13 grudnia 1980 r. W więzieniu zachował postawę nieprzejednanej wrogości wobec reżimu. Odmawiał prowadzenia jakichkolwiek rozmów z klawiszami i esbekami. Po wyjściu rozpoczął przedziwną drogę samotnego opozycjonisty, który nie wiązał się na stałe, a tym bardziej nie podporządkowywał się, jakimkolwiek frakcjom, czy grupom. Kluczył miedzy Głogowcem, Gdańskiem a Warszawą. Klepał biedę, nie miał pracy i znikąd pomocy. Pisywał do różnych periodyków drugiego obiegu, także do kutnowskiej „Gazety Podziemnej”. Używał pseudonimu „Traper”.

Po wyjściu z Podziemia został członkiem odrodzonego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Wiem jak to było, bo podpisywałem mu rekomendację. Siedem klas szkoły powszechnej i dziennikarski dorobek - to budziło podziw w Warszawie. Przez kilka lat związany był z „Kurierem Kutnowskim”. Uchodził za „nestora” dziennikarstwa kutnowskiego w czasach jego świetności, w latach 90. Niewiele osób zostało już z tamtej ekipy, przed Kaziem odeszli dużo młodsi: R. Kowalczyk, K. Michalski, A. Fryz, A. Stemplewski.

Ale najbardziej – moim zdaniem - heroicznym rozdziałem w życiu Kazimierza Zyskowskiego była jego relacją z niewidomą matką i stareńką babką. Kazik poświęcił znaczną część życia na opiekę obu staruszek. Była to opieka czuła i serdeczna. Aby ratować matkę wyprzedał się, zadłużył, stracił mieszkanie w blokach i zamieszkał w izdebce na Łąkoszynie. Latami wyplątywał się z długów. Jeśli za coś dałbym Kazimierzowi Zyskowskiemu order w pierwszej kolejności (należało mu się ich wiele, ale odznaczeń nie przyjmował) – to za to. Za ciche, bezgraniczne, synowskie poświęcenie dla starej i niewidomej matki połączone z ofiarą z własnego życia. Pocieszam się, że jeśli ja wiem o tym, wie o tym również sprawiedliwy Bóg.

Skromny pogrzeb w szybkim tempie odbył się 8 marca 2018 r. na kutnowskim cmentarzu parafialnym. Nie było nawet trzydziestu osób. Trzyosobowa delegacja z „ulicy Narutowicza” przyniosła sztandar Solidarności. Nie zjawił się żaden dziennikarz. Nie przybył nikt od właścicieli Kutna. Nie przemówił nikt.

A było to – pamiętajcie obecni i przyszli przytomni czytelnicy - w roku 100.lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

 

(Andrzej Mariusz Wieczorkowski)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

margotmargot

2 0

Świetny człowiek. Dzięki za ten tekst.
Bolesne słowa padają w nim dla nas, ale bardzo prawdziwe. Odchodzą powoli ostatni prawdziwi ludzie z krwi i kości.
Nie szkoda róż gdy płoną lasy 23:24, 13.03.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

MuminekMuminek

0 0

Prawda! Dobro! Piękno! "margot" masz rację. Dodam od siebie, że ci prawdziwi ludzie z krwi i kości mieli również serca, dusze, sumienia i honor. O tym jak wyglądają dzisiejsi władcy - szkoda gadać. Wstyd i hańba. Bez serc i bez duszy. Tylko kupa mięsa. Jedna wielka bogata nędza nędz. Skąd my to znamy?
"Największą chorobą cywilizacji ludzkiej jest wyzysk człowieka przez człowieka."
"Największą chorobą SOLIDARNOŚCI jest brak solidarności."
"Najgroźniejszą trucizną dla człowieka jest zły pieniądz."
"Największym grzechem człowieka jest lenistwo w służbie Bożej."
"Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi."
Płoną góry, płoną lasy, nim je zgasi zmierzch
znowu minie noc, znowu minie dzień.
Płoną góry płoną lasy, lecz nie dla mnie już,
brak mi zwierzeń twych, ciszy twego snu.

Rzuć między nas, najdłuższy rok,
najskrytszy żal, najgłupszy błąd.
Rzuć między nas, to co w nas złe,
a ja i tak, odnajdę cię....
PiS upada. PO tonie. Polska ginie. Ludzie ludziom zgotowali ten los. I po co nam to było? 01:50, 14.03.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

dddd

1 0

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie!
Tylko po co ten hejt w tekście? 08:54, 14.03.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

janek14janek14

1 0

w III RP czyli PRL-bis zasłużeni oddani Polsce ludzie na żadną pomoc ze strony państwa liczyć nie mogą za to ich prześladowcy z sb jeszcze do niedawna cieszyli się przywilejami jak chociażby kilkakrotnie większe emerytury i całkowita bezkarność za przestępstwa które popełnili 09:35, 14.03.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

czytelnikczytelnik

1 0

Mariusz, wreszcie coś mądrego napisałeś !!! no można było bez tych słów "właściciele Kutna" 11:14, 14.03.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
© ekutno.pl | Prawa zastrzeżone