Najpierw zauważam gest. Chaotyczny albo mechaniczny. (...) Dostrzegam porządek, jakieś zamknięcie chaosu, zaprzeczenie mechanicznego ruchu. Próbuję ułożyć to w całość, ale dzieje się jak z próbą ogarnięcia istoty życia, istoty człowieczeństwa, kosmosu - tak o obrazach Aleksandry Gieragi pisze komisarz jej wystawy w Pałacu Saskim Krystyna Namysłowska. Wczoraj w salach i piwnicy pałacu można było podziwiać obrazy i instalacje malarki i graficzki z Łodzi. Obrazy Aleksandry Gieragi są z jednej strony pojedynczymi obiektami, przedmiotami, a z drugiej oczekują na sąsiedztwo, ciąg dalszy, rozprzestrzenienie. I powstaje kolejny obraz, kolejny przedmiot, znowu sam w sobie i sam dla siebie, ale z nadzieją na kolejne sąsiedztwo - mówi Namysłowska. Czerń i biel - początek i koniec, byt i niebyt, duch i ciało. Patrząc na oszczędne formy niepozbawione wcale ekspresji skojarzenia można mieć proste, wręcz oczywiste, ale drugi rzut oka na obrazy Gieragi prowadzi nasze myśli już gdzie indziej. Tajemnica malarki to siła i możliwości interpretacji jej prac. Zapraszamy do obejrzenia wystawy w Pałacu Saskim.
2012-07-13 13:48:03