Komuniści najbardziej bali się wspólnoty, wspólnoty myśli, działań. Bali się Kościoła, bo jest wspólnotą, u której schronienie otrzymywali mężni w prawdzie patrioci. O tym, jak trudno było księdzu Marianowi Lipskiemu lawirować w gęstej, jak się dziś okazuje, siatce Służby Bezpieczeństwa w powiecie kutnowskim, opowiadali w czwartek 16 maja w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Kutnie dr Jacek Saramonowicz, Prezes Kutnowskiego Towarzystwa Historycznego, Tadeusz Wawrzyńczak, internowany mieszkaniec Kutna oraz ksiądz Michał Swędrowski, uczeń księdza Mariana Lipskiego, dziś w parafii w Legionowie. W 2013 roku mija 30. rocznica Mszy świętych za ojczyznę inspirowanych przez księdza Mariana Lipskiego, który nieprzerwanie przez kilkadziesiąt lat rozpracowywany był przez SB. Ksiądz Marian Lipski w Sanktuarium Matki Bożej w Głogowcu stworzył enklawę dla członków NSZZ Solidarność, karmił ich, finansował, wysłuchiwał żalów, lęków, radości, dawał nadzieję. Dla władzy komunistycznej człowiek nie do złamania, głosił inteligentne kazania, które dla słuchających go na Mszach Świętych były jasne i piękne, a dla donosicieli nie stały się nigdy pretekstem do wytoczenia księdzu procesu. Umiał on umiejętnie i ostrożnie przekazać dosadną treść wolnościową, pełną nadziei dla związkowców, a przygan dla ciemiężycieli, aby nie trafić pod sąd. - Przez 30 lat zmieniały się opinie o księdzu Lipskim. Zdecydowanie zmieniło się postrzeganie jego działalności, bowiem wcześniej opinie te kreowane były przez SB - mówił dr Jacek Saramonowicz. - Teraz myślimy o nim jako o wielkim patriocie, odważnym, mądrym i niosącym pomoc człowiekowi. W Instytucie Pamięci Narodowej jest sporo materiałów na temat księdza z Głogowca. W 1970-80 latach Kościół był jedną z nielicznych instytucji opozycyjnych wobec władzy komunistycznej, wspierających NSZZ Solidarność. Kościół był miejscem, w którym jedynie można było kultywować patriotyzm, był miejscem broniącym polskości. Tak też i było z kościołem w Głogowcu. Księża zatem byli na pierwszej linii zainteresowania aparatu bezpieczeństwa. Każdy człowiek, którym interesowała się SB, miał teczkę tzw. TEOK. Ksiądz Lipski miał teczkę nr 31202 już od 1963 roku. Pobieżna lektura tej teczki pozwala stwierdzić, iż mamy do czynienia z osobą wyjątkową, wyjątkowo też dla aparatu bezpieczeństwa PRL groźną. Paradoksalnie dzięki SB dysponujemy wszystkimi kazaniami księdza. W teczce w jednej z notatek służbowych czytamy, że "wystąpienia księdza Lipskiego były antysocjalistyczne, antypaństwowe, nacechowane fanatyzmem i nietolerancją wobec ludzi." - W ustach funkcjonariuszy SB brzmi to dość dziwnie - skomentował Saramonowicz. W stanie wojennym SB usilnie próbowała znaleźć w kazaniach duchownego słowa, zdania, które spowodowałyby wszczęcie postępowania przygotowawczego. - Jeden tylko raz, w 1985 roku funkcjonariusz SB dopatrzył się w kazaniach księdza takich treści - informował historyk. - Ksiądz był inteligentnym człowiekiem i z dużą ostrożnością pisał teksty, wiedząc że SB tylko czeka na pretekst. Wielką furię komunistów wywołało nawoływanie do pozbycia się telewizorów. Sam w 1982 roku wyrejestrował telewizor w urzędzie pocztowym w Głuchowie. Był to niewątpliwie symbol wolności, niechęci do zmienianej przez ówczesne mass media rzeczywistości. O Wojciechu Jaruzelskim Lipski mówił w kazaniach "Kamienny łeb, Herod". Dziś nie mamy już wątpliwości, co do roli Jaruzelskiego w polskiej historii i mało kto z nas uwierzy w zbawczą moc generała.
2013-05-19 21:57:43