Ile jest kobietona w kobiecie, a ile w mężczyźnie? - sprawdzał w niedzielę u kutnowskich widzów w Centrum Teatru Muzyki i Tańca Gyubal Wahazar, brawurowo wykreowany przez Marcina Kalisza. Och - jaki on marny jest, ten mój syn! Czemu go nie karmiłam wódką od dziecka? Byłby przynajmniej taki mały jak te pieski japońskie, co od szczeniaka wódkę żłopią - nie byłby tym wstrętnym dorosłym niczym. Jako karzełka, kretyna mogłabym go po prostu kochać - wołała pijana, histeryczna, rozśpiewana Matka, Matrona - Małgorzata Wojciechowska. Matka Gyubala Wahazara to spektakl podany w niedzielny wieczór przez Kutnowski Dom Kultury na deser teatralnego weekendu w ramach 35. Łódzkich Spotkań Teatralnych. Spełnił on niewątpliwie oczekiwania zgromadzonej na widowni publiczności. Jedno jest pewne zmusił do myślenia, bo bezmyślnie oglądać się go nie dało. Wyjątkowy, bo interaktywny z odniesieniami do współczesności udowodnił, że sztuki Stanisława Witkiewicza Matka i Gyubal Wahazar wciąż żyją dzięki swej uniwersalności. Skompilowana przez reżyserkę i scenarzystkę Justynę Kowalską psychodrama krzyczała do nas operetkowym, kuszącym bądź histerycznym głosem Wojciechowskiej albo monologami tyrana-zbawiciela Kalisza. Kompilacja sztuk Witkacego przepełniona była poglądami Witkacego związanymi z wyznawanym przezeń katastrofizmem (m.in. kategorie: mechanizacji ludności, upadku sztuki, religii i filozofii) pełna też odniesień bezpośrednich do motta jednej z nich Es ist doch teuer zu Macht zu kommen – Die macht verdummt. Zdobywanie władzy jest kosztowne – Władza ogłupia. Kowalska wplata więc w studium władzy odbite w krzywym zwierciadle ocenę, niestety, negatywną kondycji moralnej iintelektualnej współczenej społeczności. Kto zrozumiał w Kutnie Gyubala Wahazara? - pyta Matka. - Kto Cię w Kutnie zrozumiał? I sama miota się na tronie i bije z myślami czy lepiej rozumieć jego chory umysł czy lepiej nie i jak go kochać. Wydała na świat tyrana, potwora, ale jedno jest pewne kocha go, przecież jest jego matką. Kocha miłością zaborczą, chorą, bo rzednie jej mina kiedy nierozłącznej parze może zagrozić inna kobieta. Świntusię Macabrescu (ewentualną rywalkę w miłości syna, niedoszłą żonę Gyubala) zastępuje w niedzielnym spektaklu lalka. W oszczędnej, ale znakomicie stylizowanej scenografii Grzegorza Borysa Romana sceny z lalką śmieszą, ale też wewnętrznie uwierają. Drapieżnej i niekonwencjonalnej całości dopełnia muzyka Piotra Żyły. Podobnie jest z odniesieniami i karykaturą czy satyrą na religię. Kiedy Matka niczym Pieta opłakuje, tu obśmiewuje tyrana-zbawiciela - można mieć naprawdę gęsią skórkę.
2012-10-23 09:27:46